Mandarynkowy sen o Marsie (i nie tylko)

W poprzednim zeszycie Uranii-PA przedstawiłem dzieło greckiego muzyka Vangelisa Papathanasiou „Mythodea”, które stało się oficjalną muzyką towarzyszącą misji Mars Odyssey. Wcześniejszej misji NASA na Czerwoną Planetę również towarzyszyła muzyka. Mam tu na myśli misję sondy Mars Polar Lander i wydaną w 1999 r. płytę zespołu Tangerine Dream pt. „Mars Polaris”.

Mars Surveyor 98 logo

Zespół Tangerine Dream („Mandarynkowy Sen”) powstał 35 lat temu w Berlinie Zachodnim. Jego założycielem i liderem (notabene do dnia dzisiejszego) jest Edgar Froese. Wspominałem o nim na łamach „Uranii-PA” 3/2000. Ich druga (w liczącym już przeszło 80 albumów dorobku) płyta nosiła tytuł „Alpha Centauri” i była pierwszą płytą reklamowaną jako kosmishe musik (muzyka kosmiczna). Tytuły zawartych na niej utworów mówią same za siebie: Sunrise In The Third System, Fly And Collision Of Comas Sola, Alpha Centauri. Termin muzyki kosmicznej przylgnął do twórczości Tangerine Dream na stałe, gdy muzycy prawie całkowicie porzucili klasyczne instrumentarium na rzecz syntezatorów pozwalających operować „nieziemskimi” dźwiękami. Ich dokonania z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych XX w. uważane są za pionierskie w nurcie tzw. muzyki elektronicznej (el-muzyki).

Tangerine Dream - Mars Polaris

W tym czasie muzycy nie przywiązywali zbytniej uwagi do formalnej konstrukcji swych dzieł, skupiając się raczej na poszukiwaniu nowych brzmień i tworzeniu specyficznego klimatu — wprowadza­nia słuchacza w swoisty trans pozwalający odczuć jedność własnego bytu z całym Wszechświatem. Nie bez znaczenia może być fakt, że w tym właśnie czasie rangę bestsellerów zyskiwały książki Hoimara von Ditfurtha Dzieci Wszechświata i Na początku był wodór.

Gdy Świat zaczyna rozczytywać się w kolejnych „przebojach” książkowych Ditfurtha („Duch nie spadł z nieba”, „Nie z tego świata jesteśmy”), również muzyka Tangerine Dream staje się bardziej uduchowiona, kontempla­cyjna, a miejscem koncertów często są kościoły.

Ilustracyjne walory muzyki Tangerine Dream docenili twórcy filmowi. O dziwo, prawie wszystkie filmy ilustrowane ich muzyką wcale nie były… kosmiczne.

W 1984 r. zespół koncertował w Polsce. Wraz z grupą przyjaciół — studentów astronomii i fizyki UMK — wybrałem się na ich koncert do Łodzi. Chociaż miejsca przypadły nam mizerne, z boku sali widowiskowej, i nie było nam dane cieszyć się obrazami wyświetlanymi na wielkim ekranie, potężne syntezatorowe dźwięki do dziś pobrzmiewają nam w uszach.

Płyta „Mars Polaris”, podobnie jak i inne współczesne dokonania zespołu, niestety nie robi już takiego wrażenia. Elektroniczne brzmienia na stałe zagościły w muzyce pop, odbierając twórcom el-muzyki patent tworzenia nieziemskich głosów.

Mars Polar Lander, jak wiadomo, 3 grudnia 1999 r. osiągnął marsjański grunt. Pięć godzin po wylądowaniu miał włączyć się mikrofon, który mógłby przekazać nam prawdziwe dźwięki odległego świata: szum wiatru, odgłosy burz, świsty meteorów… Nie było to jednak udane lądowanie.

(Źródło: „Urania — PA” nr 6/2002)