Muzyka i… astronautyka

Maciek Wierzchowski, występujšcy pod pseudonimem Vanderson, którego zawiozłem rok temu na Ogólnopolski Zlot Miłoœników astronomii w NiedŸwiadach, by zagrał tam na żywo, wystšpił na OZMA również w tym roku. Tym razem zagrał dwa koncerty: jeden dla uczestników zlotu w Kawęczynku, drugi — większy — na Rynku w Jaœle. Muzyce towarzyszyły bogate wizualizacje zabierajšce słuchaczy w kosmicznš podróż po Układzie Słonecznym i dalej. Tematem wiodšcym tegorocznego OZMA było 30-lecie programu Interkosmos, stšd myœl, by tym razem napisać nie tyle o astronomicznych, co właœnie astronautycznych koneksjach z muzykš.

Bad Sector - Kosmodrom

Wracajšc do Vandersona, warto wspomnieć o jego ubiegłorocznym występie w Jaœle w ramach imprezy „Dogonić Kosmos” zorganizowanej z okazji 50-lecia wystrzelenia pierwszego sputnika. Obszerne fragmenty samego koncertu można zobaczyć w internetowym serwisie YouTube. Przy okazji warto zajrzeć na stronę formacji Bad Sector, która w ubiegłym roku koncertowała we Wrocławiu, prezentujšc muzykę z albumu „Kosmodrom” na tle trajektorii, wykresów i planów technicznych historycznych pojazdów kosmicznych made in USSR.

Wplatanie odgłosów startów rakiet kosmicznych, sygnałów z satelitów i rozmów astronautów na stałe zagoœciło w muzyce w latach 70., kiedy to cały œwiat pasjonował się tzw. podbojem Kosmosu. Okazuje się, że obecnie można zaobserwować swoisty renesans takich zabiegów w odniesieniu do pionierskich lotów w Kosmos, i co ciekawe, robiš to często młodzi wykonawcy, dla których tamte odległe już czasy to tylko podręcznikowa historia. Pozwolę tu sobie przypomnieć klasyczne już kompozycje Vangelisa (Mare Tranquillitatis), duetu Software (Space Design), Isao Tomity (Mars) czy Biosphere (Mir). W tym ostatnim przykładzie mamy swoisty hołd złożony radzieckiemu kosmonaucie Sergiejowi Krikalevowi, który od maja 1991 do marca 1992 r. utknšł na orbicie, ponieważ jego kraj pogršżył się w tym czasie w kryzysie i nie było œrodków na œcišgnięcie go z pokładu stacji Mir na Ziemię.

Miłoœnicy twórczoœci J.M. Jarre'a nie wybaczyliby mi, gdybym nie wspomniał o jego albumie „Randez Vous” dedykowanym astronautom — ofiarom tragicznego startu promu kosmicznego Challenger w 1986 r. Przepiękny utwór „Ron's Piece”, zamykajšcy album, miał być równoczeœnie zagrany na Ziemi przez Jarre'a i na orbicie, gdzie solowš partię saksofonu miał zagrać Ronald McNair.

Bardzo ciekawy projekt zrealizował parę lat temu islandzko-brytyjski duet Húbert Nói i Howie B pt. „Music For Astronauts And Cosmonauts”. Jest to muzyka utrzymana w nurcie ambient, specjalnie stworzona dla załóg orbitujšcych na pokładzie stacji kosmicznych i trwa dokładnie tyle, ile czasu potrzeba na jedno pełne okršżenie Ziemi. W tym czasie mija na stacji swoista doba, stšd tytuły ponad 20-minutowych utworów: Morning, Day, Evening, Night.

Zawsze intrygowało mnie, jak nieważkoœć wpływa na percepcję muzyki. Niestety, rzeczywistoœć takiej np. międzynarodowej stacji kosmicznej skrzeczy, a dosłowniej szumi i to głoœno. Właœnie w domu hałasuje mi równoczeœnie pralka, lodówka, o zbyt głoœnej pracy komputera nie wspominajšc. Proszę sobie wyobrazić takie warunki pracy na orbicie, ale 24 godziny na dobę! Pewnie szybko zachciałoby się posłuchać… ciszy Wszechœwiata. Można by odcinać się od wszędobylskiego hałasu muzykš w słuchawkach (najlepiej takich aktywnych, redukujšcych dŸwięki otoczenia), ale, jak to już dawno zauważył Claude Debussy, od muzyki piękniejszš jest… cisza.

(ródło: „Urania — PA” nr 5/2008)