Muzyka pod sztucznym niebem

Co to jest planetarium, Czytelnikom „Uranii” wyjaśniać nie trzeba (jeśli jednak ktoś czuje taką potrzebę, to polecam lekturę artykułu p. Janty w „Uranii-PA” 2/2001 ). Każdy, kto był na planetaryjnym seansie, zapewne zgodzi się ze mną, że muzyka pod sztucznym niebem wspaniale dopełnia rozgrywający się tam spektakl. Widzów z zagonionych wycieczek wycisza i wprowadza w odpowiedni nastrój, wspaniale podkreśla emocje towarzyszące poznawaniu ruchów ciał niebieskich i tajemnic Wszechświata. Dla osób szczególnie spragnionych wrażeń estetycznych, najwspanialsze fragmenty seansu to często te bez słów — tylko muzyka i gwiazdy… Może to sprawka specyficznej akustyki sferycznego sklepienia? Może to zasługa pobudzonych gdzieś w zakamarkach umysłu transcendentalnych przeżyć? A może i jedno, i drugie… Faktem jest, że wiele planetariów ma (lub miało) w swoim repertuarze seanse typu „muzyka pod gwiazdami”, podczas których nie liczy się dydaktyka i przekaz informacji. Liczą się tylko emocje.

Sławomir Jędraszek i Roman Olszewski - W świecie planet wewnętrznych

Kto pierwszy wpadł na pomysł, by wykorzystać planetaryjne pomie­szczenie w roli hali koncertowej? Dokładnie nie wiem. Gdy w 1972 r., po wydaniu albumów „Alpha Centauri” i „Zeit”, niemiecki zespół Tangerine Dream okrzyknięty został twórcą muzyki kosmicznej, wystąpił po raz pierwszy pod kopułą Schöneberg Planetarium w Berlinie. Legendarna grupa Pink Floyd, której muzyka zyskała miano kosmicznej jeszcze w latach 60., miał zademonstrować w londyńskim Planetarium premierowy materiał słynnej płyty „Dark Side Of The Moon” 6 marca 1973 r. Prezentacja, owszem, odbyła się, lecz żywych muzyków zastąpiły ich papierowe podobizny! W ten sposób autorzy najdoskonalszego nagrania w dziejach fonografii zaprotestowali przeciwko demonstrowaniu ich dzieła za pomocą nie spełniającej wymagań aparatury nagłaśniającej.

Rok 1977 to rok planetaryjnych koncertów Klausa Schulze oraz zespołu AshRa. Jednak prawdziwy boom na żywą muzykę w planetariach przypada na lata 80. W tym czasie moskiewskie Planetarium zyskało własnego twórcę muzyki idealnie zgranej z gwiezdnymi spektaklami — Andreja Klimkowskiego, a do seansów w Barcelonie tworzył muzykę Michel Huygen (znany bardziej pod pseudonimem Neuronium). Na seansach w naszych planetariach króluje w tym czasie muzyka Vivaldiego (nieśmiertelne Cztery pory roku) i Jeana Michela Jarre'a (Oxygene, Equinoxe). Coraz lepsze możliwości aparatury nagłaśniającej oraz efekty laserowe przyciągają na seanse rzesze ludzi spragnionych nowych wrażeń.

Walory planetarium jako sali koncertowej odkrywają wykonawcy m.in. muzyki klasycznej, jazzu, rocka. Planetarium Jodrell Bank stało się stałym, uznanym miejscem rejestracji koncertów twórców muzyki elektronicznej. Z kolei Planetarium w Canberra zainicjowało kameralne wykonania Planet Holsta ze specjalnie przygotowanym pokazem. Przykłady można mnożyć bez liku.

Również polskie planetaria mogą pochwalić się koncertami, jakie miały w nich miejsce. Np. w Chorzowie zarejestrowano materiał na płytę Józefa Skrzeka, a w Toruniu nagrano koncert Daniela Blooma. Toruńskie Planetarium może pochwalić się czymś więcej: muzyka ilustrująca niektóre seanse została stworzona specjalnie do nich przez toruńskie duo Sławomira Jędraszka i Romana Olszewskiego. Dzięki takiemu zabiegowi otrzymano efekt doskonałego zgrania obrazu i dźwięku.1

Bardzo jestem ciekaw, co ekipa toruńskiego Planetarium przygotowała na specjalny pokaz zapowiedziany w programie wrześniowego Zjazdu PTA? Liczę na kolejny dobry mariaż astronomii i muzyki. Koledzy, nie zawiedźcie!

(Źródło: „Urania — PA” nr 5/2003)