Przedświąteczny felieton porządkowy

Gdy piszę ten tekst, rok 2005 zbliża się wielkimi krokami do finiszu, na niebie jasno świeci Księżyc, nowinek astronomicznych jak na lekarstwo, a w sferze muzycznej też cisza. Krótko mówiąc, bardzo sprzyjające warunki do… uporządkowania sterty papierów i płyt, jakie nagromadziły się wokół biurka.

Klaus Schulze - Moonlake

Na początek małe wyjaśnienie. Eksploatowany niemiłosiernie przez całą rodzinę odtwarzacz DVD doszedł chyba do wniosku, że ma już dość i przestał czytać większość moich płyt (łaskawie odnosi się tylko do krążków VideoCD z bajkami najmłodszej córki). Co prawda, można by zastępczo w jego roli użyć komputera, ale siedzenie przed monitorami w pracy zniechęca mnie skutecznie do dalszego gapienia się w monitor nawet w celach rekreacyjnych. I tym sposobem odłogiem leży kilka ostatnich nabytków, a między nimi stary, ale wciąż robiący wrażenie koncert zespołu Pink Floyd zarejestrowany w Pompejach. W wersji oryginalnej materiał znany mi jest od lat, ale dopiero niedawno zdecydowałem się na nabycie wersji reżyserskiej wydanej na DVD. Po zapoznaniu się z nią (nie wytrzymałem i jednak odtworzyłem na komputerze) jestem mile zaskoczony jej „kosmicznym wymiarem”. Całość zaczyna się przelotem przez Układ Słoneczny. Zbliżamy się do Błękitnej Planety, wchodzimy w atmosferę i już jesteśmy w ruinach greckiego amfiteatru. Zaczyna się Wielki Spektakl… W trakcie grania utworu „Set The Controls On The Heart Of The Sun” pojawiają się sekwencje wybuchów protuberancji. Czy mogło być lepiej? Tak! Gdyby misterium nie przerywały gadki muzyków i reżysera. To psuje nastrój.

Następny krążek czekający na pełnowymiarowy odsłuch to najnowsza studyjna płyta wysoko cenionego przeze mnie Klausa Schulze pt. „Moonlake” z bardzo pomysłową okładką przedstawiającą powierzchnię Księżyca usianą kraterami, a w jednym z nich widzimy zwierciadlane odbicie Ziemi. Gdy powstawał materiał na tę płytę (2003–2005) modny był temat istnienia wody na Księżycu. Dlatego pewnym zaskoczeniem było znalezione w książeczce dołączonej do płyty stwierdzenie, iż swój tytuł płyta zawdzięcza Jezioru Księżycowemu znajdującemu się… na terenie Austrii. Aż z ciekawości uruchomiłem aplikację Google Earth, by zobaczyć to miejsce.

Kolejna nienależycie wysłuchana płyta to „The Orbit Of Dreams” duetu Spacelab zawierająca materiał muzyczny prezentowany w Planetarium Śląskim we wrześniu br. Przy okazji warto wspomnieć, że ta szacowna placówka obchodziła właśnie swoje 50-lecie! Zawarta na płycie muzyka to zapis bogatej we wrażenia podróży kosmicznej.

I jeszcze jedna godna odnotowania płyta: Patrick Kosmos „Cosmic Resonance”. Zakupiona okazyjnie na internetowej giełdzie Allegro składankowa płyta muzyka, który już artystycznym pseudonimem dał wyraz swoim fascynacjom (jego prawdziwe nazwisko to Willie). Twórca, wierny szkole berlińskiej lat 70., zachowujący ciepłe brzmienia analogowych syntezatorów, wzbogacający je o dźwięki saksofonu, fletów i gitar. Płyta zawiera materiał zarejestrowany podczas koncertów, których w karierze Patricka było bardzo wiele. Tak sobie myślę, że jego twórczości należałoby chyba poświęcić cały jeden odcinek „Astronomii i muzyki”.

Najpierw jednak zastanowię się, jak wspomóc Mikołaja, by pod choinką pojawił się nowy odtwarzacz…

(Źródło: „Urania — PA” nr 1/2006)