Słowo wstępne do nr 3/2018

Niepełnosprawność i astronomia. Nic bardziej dziś w Polsce aktualnego niż to pierwsze. Nic bardziej bliskiego sercu niż to drugie. Janina Ochojska to jedna z najbardziej rozpoznawalnych Polek, nie tylko u nas, ale i na świecie. Nie znam osoby, która by tyle zrobiła dla innych ludzi, a nawet całych społeczeństw. Nie znam człowieka bardziej uwrażliwionego na krzywdę i potrzeby innych. Nawet te najbardziej elementarne — czystą wodę! To o wodę toczyły się najkrwawsze wojny. To brak wody wywoływał najbardziej dramatyczne migracje klimatyczne. Niesienie pomocy stało się jej sensem życia i to na niespotykaną skalę. Ale przecież zanim Janka stała się tytułową bohaterką filmu Adeli Kaczmarek, była astronomem. Razem studiowaliśmy na jednym roku w Toruniu. Całe życie o kulach, ale właściwie tego nie zauważaliśmy. Zwłaszcza koledzy, bo była dziewczyną wyjąt- kowej urody. Premierowe obrazy „Janki” o tym przypomniały. Wtedy nie miałem śmiałości, żeby jej to powiedzieć. Dziś, poprzez swoje dzieło, jest jednym z najpiękniejszych ludzi.

Oglądając film i przysłuchując się popremierowej dyskusji, przypomniałem sobie, że mamy jeszcze w magazynach Uranii kilka egzemplarzy zupełnie niezwykłej książki. Dziś dałbym jej tytuł „Niewidzialny Wszechświat”. Autorzy to przyjaciele Uranii! Przemek Rudź, jak nikt inny w charyzmatyczny sposób potrafiący opowiedzieć o najbardziej skomplikowanych sprawach na najprostszym poziomie, Robert Szaj, szczególnie uwrażliwiony na potrzeby niepełnosprawnych poprzez wieloletnią działalność w ruchu paraolimpijskim. Wspólnie podejmują się zadania wręcz niewyobrażalnego, próbując odsłonić Wszechświat przed osobami niewidomymi i słabo widzącymi. Książka wydrukowana jest ogromną czcionką z naniesionym na litery alfabetem Braille’a. Jest to nie tylko jeden z zaledwie kilku podobnych wydań na świecie, ale zapewne i najobszerniejszy podręcznik astronomii wydrukowany brajlem. Najbardziej zdumiewające są rysunki: Układ Słoneczny, gwiazdozbiory, galaktyki, a nawet portret bohatera tego numeru, Kopernika. Na płaskiej karcie Uranii, dopiero w dużym powiększeniu możemy dostrzec dotykową strukturę obrazu. Fundacja Nicolaus Copernicus bardzo chciałaby ponowić druk. Książka była rozesłana do większości ośrodków zajmujących się niewidomymi. Kilka posiadanych egzemplarzy chcielibyśmy przekazać nieodpłatnie w ręce indywidulanych osób niewidomych posługujących się alfabetem Braille’a. Prosimy o zgłaszanie takiego zapotrzebowania do Redakcji.

Tyle Urania i wydawca może zrobić dla konkretnych ludzi. Ale mamy też coś w zanadrzu dla ludzkości, a przynajmniej dla polskiej kultury. Fundacja Nicolaus Copernicus od kilku lat organizuje konferencję historyczną „Kopernik na Ziemi Lubawskiej”. Najważniejsza jej część odbywa się w Lubawie i w pobliskim Rybnie. To istotne, ponieważ na tutejszym zamku Kopernik wraz z Retykiem rozpoczęli przygotowywać De Revolutionibus do druku. Owen Gingerich objechał cały świat w poszukiwaniu marginaliów na woluminach trzech pierwszych wydań De Revolutionibus. A tymczasem jest jeszcze czwarte, pełne łacińskie wydanie z 1854 r. w Warszawie. Na dodatek uzupełnione o oryginalne tłumaczenie na język nowo- żytny dokonany przez dyrektora warszawskiego Obserwatorium Astronomicznego, Jana Baranowskiego. Wartość tłumaczenia to nie tylko przecudowna XIX-wieczna polszczyzna, ale i fakt, że wówczas każdy astronom znał łacinę i mógł dokonać tego bez pomocy fi    - gów. Mało tego, jak podkreślał Jarosław Włodarczyk w referacie prezentującym zdobyty przez Fundację egzemplarz, Baranowski czasem nawet rozszerzał tłumaczenie o dodatkowe wyjaśnienia. Wreszcie, co najważniejsze, zarówno tekst łaciński, jak i tłumaczenie odnoszą się do pierwszego wydania dzieła drukiem, a nie autografu, jak to było w przypadku tłumaczenia z roku 1974. Różnice między I wydaniem a przechowywanym w Jagiellonce rękopisem nietrudno zauważyć. Gdyby Fundacji udało się wydać reprint warszawskiego De Revolutionibus, różnice te będzie można wreszcie powszechnie studiować.

Urania chyba przekonała Wydawnictwo Naukowe PWN do wydania po polsku akademickiego podręcznika Springera, Fundamental Astronomy. Nie było takiej książki od czasów powszechnie znanej Astronomii Ogólnej Eugeniusz Rybki, a więc od co najmniej 60 lat! To będzie prawdziwa rewolucja w zakresie kultury astronomicznej w Polsce. To taka nasza studnia do wiedzy na astronomicznym pustkowiu, podobna trochę do tych, które Janka wierci na prawdziwych pustyniach. Nic dziwnego! Tłumaczący książkę redaktor Uranii, Ma- rek Muciek studiował razem z nami.
 
Maciej Mikołajewski

w Toruniu, 7 czerwca 2018 r.

Zobacz spis treści numeru 3/2018