Przejdź do treści

 

Bezpieczny

 

Ziemia widziana z kosmosu

Na ilustracji:  Ziemia widziana z pokładu wahadłowca kosmicznego Discovery w misji STS-31. Zachodnie Stany Zjednoczone, Morze Salton, Dolina Imperialna. Źródło: Wikimedia Commons

 

Rok 2021 został ogłoszony Rokiem Lema. Z tej okazji, w numerze 3/2021 czasopisma Urania - Postępy Astronomii ogłoszony został konkurs literacki na teksty w języku polskim pisane prozą, inspirowane polskimi badaniami naukowymi. 

 

Poniżej prezentujemy opowiadanie pt. „Bezpieczny”, które zostało nadesłane na konkurs przez Iwonę Wróbel:

 


 

Iwona Wróbel

 

BEZPIECZNY

 

RE-4578 nie spał długo. Wczesnym rankiem zbudził go dźwięk inteligentnego budziciela – piskliwy i drażniący. Wciąż jeszcze senny przeciągnął się i uniósł ciężkie powieki. Budziciel uspokojony reakcją „obiektu” zamilkł, ale nadal bacznie go obserwował. Pozostając w pozycji leżącej, Re-4578 nie mógł przymknąć powiek na dłużej niż dziesięć sekund. W przeciwnym wypadku alarm budziciela mógł się ponownie uaktywnić.

 

Re-4578 usiadł na łóżku i skrzyżował ręce na głowie. Przyglądał się swojemu odbiciu w szklanej ścianie naprzeciwko. Jego twarz nie wyrażała żadnej emocji. 

 

–  Proszę raport senny – powiedział chłodno, nie odrywając wzroku od szklanych oczu odbicia.

 

Budziciel wydał najpierw nieprzyjemny, wysoki pobrzęk po czym płynnie wyrecytował:

 

– Godzina wygenerowania raportu: siódma trzydzieści cztery. Sen trwał sześć godzin i czterdzieści minut. Dominujący bezruch. Utrata świadomości po dwudziestu minutach od położenia. Pierwsze stadium snu zakończone pomyślnie. Płynne przejście do wrzecion snu. Stosunek NREM do REM 90 minut do 17. Sen niespokojny. Odnotowano trzy niezamierzone przebudzenia. Dominujące marzenia senne miały charakter nieprzyjemny. Niepokój obiektu…

 

– To znaczy miałem koszmary? Nic nie pamiętam. – RE-4578 podrapał się posępnie po głowie. 

 

Potem wstał i rozciągnął dokładnie całe ciało, unosząc ręce. Zastygł w tej pozycji na około trzydzieści sekund. Zgodnie z przenośnym terminarzem, znajdującym się niezmiennie na prawym nadgarstku mężczyzny, właśnie te trzydzieści sekund o godzinie 7.35 przeznaczyć miał na poranny stretching. Wszystko szło zgodnie z planem. Dzień zapowiadał się dobrze i być może tym razem RE-4578 mógł uniknąć strachu, niepokoju i smutku. Te dziwne, niezdefiniowane ostatecznie przez naukę XXV wieku emocje, towarzyszyły RE-4578 niezmiennie każdego dnia od dłuższego już czasu. Miesiąc, może dwa, może nawet rok… Nic nie było pewne, nawet to, jak długo RE-4578 przeżywał stan psychicznego zdruzgotania. 

 

„Zaniepokojony” – taki komunikat wyświetlał żółty ekran przenośnego terminarza, kiedy mężczyzna pochłonięty był przygotowaniem śniadania. Żółty to stan ostrzegawczy. Urządzenie potrafiło nie tylko rozpoznać stan emocjonalny właściciela, ale też odpowiednio ten stan sklasyfikować. RE-4578 nie mógł w ten sposób oszukać ani siebie, ani swojej psychoterapeutki. Raport obrazujący przekrój towarzyszących mu emocji wysyłany był do niej niezmienne raz w tygodniu, dwie godziny przed sesją terapeutyczną. Terapeutka oczywiście nie rozumiała, że taki, choćby z pozoru prosty, wybór śniadania rzeczywiście mógł przyprawić o ból głowy. Trzeba było kilkukrotnie i bardzo intensywnie naciskać czerwony przycisk kuchennego robota, żeby wybrać odpowiednią ilość i rodzaj pokarmu. Problemem był zawsze wybór. RE-4578 nie wiedział, co z nim zrobić, i to nie tylko w kwestii śniadań.  Niepokój towarzyszył mu często.

 

Po porannej toalecie RE-4578 usiadł do pracy. Wybiła ósma. Mężczyzna za pomocą jednego przycisku uaktywnił wszystkie ekrany w swoim gabinecie. Monitory unosiły się w pustej przestrzeni, przynosząc ze sobą informacje i obrazy, które wydawały się zupełnie abstrakcyjne. RE-4578 przeglądał każdego dnia te informacje, przetwarzał je, analizował, tworzył wykresy, tabele, przeprowadzał niezliczone eksperymenty kalkulacyjne. Potem za pomocą jednego przycisku wysyłał wszystkie te przemyślenia w nieznaną próżnię, do nieznanych par oczu, jego myśl spotykała się z inną, obcą myślą. Wszystko to było procesem żmudnym i bezosobowym. O jakiejkolwiek interakcji nie było mowy.

 

Tego dnia przed zakończeniem pracy RE-4578 postanowił przejrzeć kilka informacji publicznych, które nachalnie wyświetlały się na jednym z bocznych ekranów, unoszących się tuż obok drzwi i rzadko używanych. System dostosowywał zwykle charakter przekazu publicznego do stanu emocjonalnego odbiorcy. RE-4578 spodziewał się przeczytać kilka dołujących wiadomości z Wszechświata. Nowa wojna nuklearna? Przybysze z obcej galaktyki przeprowadzający eksperymenty na ludziach? A może ostateczny koniec wszystkich istnień? Wystarczyło jedno kliknięcie, żeby przekonać się, że nie jest z nim, ale też z Wszechświatem, wcale tak źle. Na ekranie pojawił się wizualny artykuł przedstawiający losy ludzi z innej, odległej w czasie epoki. Stare zdjęcia, nagrania, wywiady z prostymi ludźmi sprzed setek lat. RE-4578 chłonął przekaz, zapominając, że godzina zakończenia pracy dawno już minęła i powinien był teraz zając się treningiem (kolejny punkt programu szarej codzienności ustalony przez terminarz). Mężczyzna bez wahania wyciszył powiadomienia elektronicznego kalendarza. Ze zdumieniem przyglądał się uśmiechniętym twarzom przodków. Wydawali się szczęśliwi, w ich wypowiedziach istniało życie, wyrażali całym ciałem intensywne emocje, mocno gestykulowali. RE-4578 odbierał wirtualnie ludzką energię i po raz pierwszy ta energia wydała mu się naturalna. 

 

RE-4578 nie mógł nadziwić się, w jakim zatłoczeniu ówcześni ludzie funkcjonowali. Żyli w piętrowych domach, rodziny zajmowały niewielkie klitki o powierzchni kilkudziesięciu metrów, spotykali się w dużych grupach w celach rozrywkowych i mimo to wydawali się szczęśliwi. RE-4578 inaczej wyobrażał sobie ludzi, którzy mieli „bać się samotności”. Podczas wirtualnych wykładów, w czasach kiedy RE-4578 należał jeszcze do grupy wymagającej edukacji, profesorowie przedstawiali ludzi XX wieku jako słabe psychicznie jednostki niezdolne funkcjonować samodzielne, unikające samotności i próbujące za wszelką cenę przynależeć do grupy, obojętnie jakiej, byleby była to grupa schlebiająca ich nieposkromionym ego. 

 

Uwagę Re-4578 przykuł wywiad z człowiekiem zajmującym się uprawą ziemi. Człowiek ten opowiadał cały proces związany ze wzrostem śmiesznych czerwonych owoców, przypominających kształtem maleńkie guziczki. RE-4578 nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego. 

 

– Ziemia to życie. Nie wyobrażam sobie zajmować się czymkolwiek innym – mówił wzruszony rolnik. – Jesteśmy częścią natury i powinniśmy żyć blisko mniej. Jeśli my będziemy dla niej dobrzy, ziemia odwdzięczy się tym samym. Prawda? – Tu rolnik zwrócił się do swojej licznej rodziny. Zarówno żona, jak i gromadka pucołowatych dzieci skwapliwie pokiwały głowami, wyrażając aprobatę dla słów ojca. Materiał przedstawiał w dalszej części tę samą rodzinę spożywającą wspólnie obiad. Dzieciaki uśmiechały się rozkosznie, ojciec grał na gitarze i śpiewał wesołe piosenki, a matka krzątała się wokół stołu. 

 

Re-4578 poczuł się nieswojo. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz jadł z kimś kolację. Zresztą w promieniu setek gwiezdnych mil nie było nikogo oprócz niego. Żył sam, krążąc w przestrzeni kosmicznej w swoim zmechanizowanym mieszkaniu. Oczywiście mógł wirtualnie kontaktować się ze światem zewnętrznym, ale to nie było to samo. RE-4578 po raz pierwszy od lat zdał sobie sprawę, że niepokój, którego doświadczał na co dzień, mógł wynikać z braku bezpośredniej łączności z innymi istotami żyjącymi.

 

Zbliżała się szesnasta. Za chwilę miała zacząć się sesja z terapeutką. RE-4578 nie darzył jej zbytnią sympatią. Zazwyczaj była zblazowana i niekoniecznie zainteresowana tym, co miał jej do przekazania. Zasiadł zrezygnowany za biurkiem, włączył komputer i czekał na pojawienie się pulchnej twarzy kobiety na ekranie monitora. 

 

– Dzień dobry, 4578. Jak się pan dziś czuje? 

– Nie wiem, czy jest sens opowiadać. – RE-4578 był jak zwykle zmieszany. – Takie informacje są przecież do pani na bieżąco przesyłane. Czy ja muszę coś jeszcze do tego dodawać?

– Rozmowa jest bardzo ważna. Góra zapewnia swoim obywatelom możliwość rozmowy. To prawda, pańskie sprawozdanie emocjonalne do mnie dotarło i przyznam, że wyniki są niepokojące. 

 

Ostatnie zdanie zabrzmiało groźnie. Terapeutka była bardzo rzeczowa. Wystarczyło jedno podejrzenie i nie zawahałaby się donieść na niego Górze.

 

– Dlaczego niepokojące? Przecież wykonuję dobrze swoją pracę, ćwiczę i odżywiam się zdrowo, tak jak zalecono…

– Mam z panem problem. Może się okazać, że jest pan jednostką nadwrażliwą. Stan niepokoju i frustracji przekracza zalecane normy dzienne. Proszę tylko spojrzeć na wykres.

 

Na ekranie monitora RE-4578 pojawiła się matematyczna wizualizacja jego stanu psychicznego. Wszędzie roiło się od czerwonych skrótów MAX albo MIN, zwieńczonych wymownymi wykrzyknikami. Nie wyglądało to dobrze. RE-4578 musiał szybko znaleźć sobie jakąś wymówkę, w przeciwnym wypadku zostanie wyłączony z dotychczasowego życia na wiele miesięcy.

 

– Czy jest pani pewna, że nie doszło do jakiejś pomyłki? – zapytał nieśmiało (nic lepszego nie przyszło mu w tamtej chwili do głowy).

– Pomyłki? Czy pan sobie robi ze mnie żarty?! Nasza technologia jest nieomylna i niezawodna. Kosztowała miliardy gwiezdnych koinsów! Podważanie wyników jest niedorzeczne. Proszę powiedzieć, czy coś pana w niedawnym czasie wytrąciło z równowagi? Czy podejrzewa pan, co mogło pogłębić to załamanie?

– Załamanie… Nie jestem załamany tylko…

– Tylko?

– Czy nie wydaje się pani dziwne, że musimy żyć zupełnie sami w tych zamkniętych kapsułach? Czy my jesteśmy intencjonalnie izolowani?

– Izolowani? Cóż to za nonsens! – Terapeutka nie ukrywała zdenerwowania. – Jesteśmy jednostkami silnymi, które nie potrzebują do przetrwania innych. Te czasy mamy już na szczęście za sobą. Czy zdaje pan sobie sprawę, ilu chorób, zawodów miłosnych, rodzinnych tragedii i traum w ten sposób unikamy? Czy wie pan, co działo się w zamierzchłych czasach i do czego doprowadzały bezpośrednie kontakty ludzi? Powiem panu: do samobójstw!

 

Ostatnie zdanie wykrzyczała do mikrofonu. Potem skonfundowana poprawiła się na krześle i kontynuowała już nieco spokojniej:

 

– Góra daje nam nieskończone możliwości samodoskonalenia i rozwoju. Jesteśmy pierwszą generacją ludzi, którzy mają szansę rozwijać swoje „ja” w jakimkolwiek życzymy sobie kierunku. Ma pan niegraniczony dostęp do informacji, jedzenia, miejsce do życia w luksusowej dzielnicy kosmosu i czuje się pan źle? Nie musi pan martwić się o rodzinę, poświęcać życia innym, jest pan niezależną jednostką, dlaczego pan tego nie wykorzystuje? Wystarczy tylko odkryć swój potencjał.

– Tak… Tylko… Widzi pani… Wydaje mi się to bezcelowe. Mam się doskonalić dla samego siebie? Cały czas? Nie widzę w tym sensu. Gdzie miałbym później wykorzystać nabyte umiejętności?

– Rozumiem. Degradacja ośrodka motywacyjnego… Wyślemy pana do sanatorium i popracujemy nad tym. – Terapeutka zaczęła robić notatki, nie patrząc więcej na RE-4578. 

– Nie wiem, czy to pomoże. Byłem w sanatorium już trzy razy. Sama pani wie, że ta podwójna izolacja jest jeszcze gorsza…

– Proszę pana… Będę z panem szczera. – Kobieta wyprostowała się na krześle. – Jeżeli tym razem to nie pomoże, trafi pan do szpitala na stałe. Rozporządzenie Góry mówi wyraźnie: „Jednostkom niezdolnym do samodzielnego funkcjonowania permanentnie ograniczyć przywilej decydowania o sobie”. No, a ja już wtedy, z wielką przykrością, ale nie będę mogła nic zrobić w tej sprawie.

– Rozumiem. 

 

Re-4578 posmutniał, a potem poczuł zażenowanie. Nie powinien był w ogóle poruszać kwestii osamotnienia podczas sesji. Góra bardzo nie lubiła rebeliantów emocjonalnych. To było ważne, żeby ukrywać przed nią jakiekolwiek słabości. Nie można być ani słabym na duchu, ani na ciele. Wiedział, jakie są zasady, od dziecka i… jako dziecko wychodziło mu to „ukrywanie się” bardzo dobrze.

 

– Wyślemy po pana rakietę jeszcze tej nocy. Proszę nie kłaść się spać, najlepiej czuwać, żeby być gotowym. I… proszę się nie martwić. – Terapeutka uniosła na chwilę głowę znad klawiatury i uśmiechnęła się sztucznie. RE-4578 chciał coś powiedzieć, zaprotestować, ale kobieta szybko się rozłączyła, unikając konfrontacji z pacjentem.

 

***

 

Re-4578 siedział na łóżku. W mieszkaniu było ciemno. Obok niego leżała spakowana torba. Czekał na rakietę medyczną. Być może też czekał na kogoś, kto mógłby uratować go przed nim samym. Zniecierpliwiony i roztrzęsiony obgryzał paznokcie, co chwilę zerkając na zegarek. Dochodziła północ. 

 

RE-4578 wiedział, że jest inny i potrzebuje obecności drugiego człowieka. Wiedział też, że jest słaby. Nie mógł tego dłużej ukrywać. Zastanawiał się, czy inni ludzie, żyjący gdzieś tam w przestrzeni kosmicznej, w swoich ogromnych, ale pustych kapsułach, czuli to samo. Zastanawiał się, czy ci „inni ludzie” w ogóle istnieli. Może był sam, zawieszony w nieprzeniknionej próżni kosmosu, skazany na własne myśli, na własne sumienie?

 

Dźwięk podłączającej się do kapsuły rakiety wyrwał go z przemyśleń. Wiedział, że musi wstać i udać się do jadalni, gdzie znajdowała się brama ewakuacyjna. 

 

– Teraz albo nigdy – wyszeptał do siebie, naciskając na czerwony guzik otwierający przejście. Zacisnął wargi i ciężko odetchnął. 

 

RE-4578 wiedział, że przejście nie prowadziło wcale do wejścia na pokład rakiety medycznej. Znajdował się w zupełnie innej części statku. Otworzył drzwi do kapsuły ewakuacyjnej. Przekroczenie progu tych drzwi oznaczało wszczęcie alarmu przez system zabezpieczający. 

 

RE-4578 usiadł za sterami i bez wahania odłączył kapsułę od reszty statku. Wyrzut był tak silny, że pilot niemal rozbił głowę o metalową rurkę wystającą z sufitu. Znał na pamięć parametry planety, na którą chciał dotrzeć. Trzymał kurczowo ster, zaciskając na nim obie dłonie. Nie ośmielił się spojrzeć w ekran wsteczny. Wiedział, że pościg za jego rakietą już się rozpoczął. Trzeba było tylko nabrać prędkości i oddalić się na bezpieczną odległość. Od powodzenia planu dzieliło go zaledwie kilka sekund.

 

Wreszcie w nieprzeniknionej ciemności ujrzał niebieską poświatę planety, na temat której w całym kosmosie krążyły liczne legendy. Nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego. Zbliżające się, żywe kolory, tylko pozornie mu znajomego, nowego świata, odrealniały zupełnie metalową rzeczywistość kapsuły. Rakieta nabierała życia dzięki tej zawieszonej w przestrzeni kosmicznej kuli energii. RE-4578 czuł, jak przyspiesza mu oddech. Czuł, że sam zaczyna żyć.

 

Lądowanie nie było przyjemne. Lekko poturbowany i z rozciętym łukiem brwiowym wygramolił się z rakiety, po raz pierwszy w życiu zaczerpując świeżego, ziemskiego powietrza. Rozejrzał się dokoła. Nie potrafił nazwać otoczenia. Utrzymywała go na nogach żółta, drobnoziarnista substancja, która, jak mu się zdawało, mogła go w każdej chwili pochłonąć. Stał zdezorientowany przed zieloną ścianą, z której dochodziły pobudzone dźwięki niezidentyfikowanych stworzeń. Dźwięki układały się w melodię, przypominały relaksującą muzykę. Uśmiechnął się po raz pierwszy od bardzo dawna. Na tej planecie nadal istniało życie.

 

RE-4578 ocknął się, kiedy było już ciemno. Od uderzenia w głowę musiał stracić przytomność, bo znajdował się w tym samym miejscu, wypluwając teraz drobnoziarnistą substancję z ust. W blasku księżyca dojrzał parę wlepionych w niego ogromnych oczu. To nie mógł być człowiek, bo istota ta utrzymywała się na czterech, chudych odnóżach, wydawało się także, że nie potrafi mówić ludzkim językiem. RE-4578 wiedział, że Ziemię poza ludźmi zamieszkiwały niegdyś inne stworzenia. Nie był pewien, w jaki sposób ludzie się z nimi komunikowali ani czy ich stosunki były przyjazne. Zaryzykował i wyciągnął dłoń, pozwalając zbliżyć się przybyszowi. Stworzenie wydało się zaciekawione, postąpiło kilka kroków naprzód i dotknęło jego palców koniuszkiem nosa. W obliczu bliskości tego innego, obcego stwora, nie wiedzieć czemu RE-4578 poczuł się bezpieczny. To było inne życie, które dzieliło z nim tamtą chwilę, które po prostu było przy nim, na wyciągnięcie ręki. 

 

„A więc tak wygląda brak samotności” pomyślał RE-4578, spoglądając z ulgą w rozgwieżdżone niebo.

 

 


Opowiadanie ukaże się także drukiem w Uranii nr 6/2021.


 

Konkurs literacki Uranii z okazji Roku Lema 2021

 

Jesteś fanem fantastyki naukowej? A może próbujesz sił w pisaniu literatury science-fiction? Albo może jesteś już uznanym pisarzem i chcesz uczcić Rok Lema 2021? W każdym z tych przypadków możesz nadesłać swoją twórczość na konkurs literacki Uranii!

 

Aby dowiedzieć się więcej o konkursie, wejdź tutaj.