Przejdź do treści

Posiedzenie

Małpa siedząca pod niebem

 

​Zdjęcie: PxHere, CC0 Domena publiczna.
  

W dniu 31 grudnia 2024 zakończyliśmy konkurs literacki Nowe Dzienniki Gwiazdowe. Poniżej prezentujemy opowiadanie pt. „Posiedzenie” nadesłane na ten konkurs przez Jerzego Kuczyńskiego:

 


 

Jerzy Kuczyński

 

POSIEDZENIE

 


Szef: – Trzeci, Ty podobno znasz kogoś w Rezydenturze planety X.
– Tak. Chyba trzeciego. Razem kończyliśmy studia, więc chyba mamy podobną karierę.
Szef: Dzisiaj jest posiedzenie Komisji Nadzoru nad Planetami, poświęcone X. Skontaktuj się z tym znajomym i coś od niego wyciągnij, a potem weź udział w posiedzeniu jako nasz reprezentant.
– Jakieś sugestie?
Szef: Nie. Prawdopodobnie sprawa jest mało istotna, ale zawsze warto coś wiedzieć.

 

***

 

– Cześć. Chyba dzisiaj na zebraniu będzie coś twojego?
– Owszem. Mamy problemy z planetą, którą nadzorujemy.
– Będziesz coś referował?
– Raczej nie. Problemy nie są wielkie i aż do „trzeciego” chyba nie dojdzie.
– To powiedz coś, tak w paru zdaniach. Szef mnie wysłał na to posiedzenie. W końcu jak dojdzie do głosowania to warto coś wiedzieć. Tak w ogóle, czy to fajna cywilizacja?
– Taka sobie. Wiesz, że jak się trochę z czymś popracuje, to do wszystkiego nabiera się sympatii, więc ich trochę lubię.
– Coś od nich importujemy?
– Trochę. Mają niezłe malarstwo. Wiesz, mają odbiorniki światła przerabiające widmo, które rejestrują na wielkość trójskładnikową, którą nazywają barwą. Dodaje się to całkiem zabawnie – pomieszasz dwie barwy i wychodzi coś zupełnie innego, a jak się to przetransformuje na przestrzeń, to są dość ciekawe efekty i na paru planetach idzie całkiem nieźle. Poza tym mam z tego trochę dochodu. Do tego sztuka użytkowa. Oczywiście u nas jako czysto dekoracyjna, zwłaszcza jak ją trochę „podrasować” barwą. Z tego też trochę mam.
– A to z czego nic nie masz?
– Standard. Trochę muzyki. Na niektórych planetach nawet lubianej. Literatura do przyjęcia, choć, o ile wiem, ci, co się tym zajmują, narzekają, że dużo erotyki i brutalności,. Mają całe gatunki tym zdominowane: romans, kryminał, literatura wojenna. Erotyka w ich wykonaniu dla większości jest mało strawna, a brutalności i wojen mało kto lubi. Ale podobno są koneserzy i da się sprzedać.
– Wytwory intelektualne?
– Da się przeżyć. Ostatnio coś, co nazywają stringi.
– Stringi są ich? Chyba niedawno widziałem w kabarecie. Uśmiałem się jak rzadko. Żeby wymyślić coś takiego, trzeba mieć powykręcane w głowie. To pomysł twoich podopiecznych?
– Częściowo. Trochę w tym koledzy pomogli.
– Przecież nie wolno „prymitywom” niczego podpowiadać!
– Ale wolno, a nawet trzeba uniemożliwiać im szkodzenie sobie. A to z zasady oznacza skierowanie aktywności w bardziej bezpieczne tory.
– I sporo tych „skierowań”?
– Jakieś paręset obiegów ich planety, tzw. lat, uznano, że trzeba ich skierować w bezpiecznym kierunku. Podpowiedziano peryferyjnej kulturze, że są dwie nieskończoności – dyskretna i continuum. Znaleźli prawie samodzielnie trochę zgrabnych twierdzeń, nazwali to calculus i nawet wyszła z tego jakaś technologia. Po dwustu latach to te peryferie już były centrum.
– A nie ma ryzyka, że dobiorą się do jakichś niebezpiecznych technologii?
– Zawsze jest ryzyko. Dlatego ich kontrolujemy. Zresztą dzisiaj na zebraniu o tym będzie. Nie zwołalibyśmy zebrania, gdyby wszystko było w porządku. Ale na szczęście nie jest źle i od poważniejszych niebezpieczeństw trzymamy ich z daleka. Między innymi metodą podsuwania rzeczy typu stringi. Ale najgorsze się stało jakieś sto – sto dwadzieścia lat temu. Ówczesny Szef postąpił dość standardowo. Znalazł outsidera, co się nazywał Einstein i zasugerował mu konsekwentny opis Wszechświata przy pomocy „calculus”, dodatkowo zakładając prędkość światła jako uniwersalną i nieprzekraczalną prędkość.
– I oni w to uwierzyli? Przecież każdy widzi, że to nieprawda i masę rzeczy lata dużo szybciej.
– To ty widzisz. Oni mają prędkości rzędu stu tysięcznej c! Ale główny zysk z tego calculus jest taki, że w tej matematyce praktycznie nic nie da się wyrachować. Prawie wszystko opisują czymś, co nazywają równaniami różniczkowymi, a których się nie da rozwiązać. Wyobraź sobie, nawet głupi problem trzech ciał w tej matematyce jest nierozwiązalny! Dzięki temu kompletnie nie wiedzą, jak dostać się choćby na swój księżyc – mają taki wielki księżyc koło swojej planety i praktycznie nie potrafią do niego dolecieć. Wprawdzie jak się wzięli na ambicję, to dolecieli, a nawet potrafili wrócić, ale było to tak kosztowne i niebezpieczne, że dali sobie siana. Teraz latają co najwyżej na niską orbitę, a dalej wysyłają tylko automaty. Loty poza swój układ wydają im się nierealne. Trochę kłopot, bo musimy za nich usuwać z drogi ich planety drobniejsze ciała. Aż radość bierze, jak oceniają prawdopodobieństwa zderzenia. Najpierw na procent, miesiąc później promil, a potem „minie dość daleko”.
– Czyli są na tej swojej planecie zamurowani i nie ma obawy, że trzeba będzie ingerować.
– Nie całkiem. Niestety z tym Einsteinem ktoś coś spieprzył. Choć może po prostu klient miał naturalne tendencje do liczb naturalnych. Krótko mówiąc, zauważył, że część rzeczywistości jest dyskretna. A tym się liczy i uzyskuje wyniki! Krótko mówiąc, mają spore wyniki w czymś, co nazywają „mechaniką kwantową”. Niestety również w energii jądrowej. Wprawdzie udało się zahamować ten kierunek i pchnąć to w kierunku budowy urządzeń biurowych, i zabawkowych typu nagrywanie muzyki, ale mleko się wylało. Mają środki do unicestwienia się i trzeba ich bardzo pilnować.
– I to jest ten dzisiejszy problem?
– Nie, z tym sobie nawet radzimy. W szczególności wmawia im się, że to, co wynika z calculus, jest bardziej zrozumiałe niż to, co wynika z mechaniki kwantowej. I cały czas próbują wykazać, że calculus jest „prawdziwe”, a mechanika kwantowa nie. Na niektórych planetach to też idzie w kabaretach, choć chyba raczej dla młodszych widzów. Ale już czas, trzeba się włączyć na zebranie.

 

***

 

Przewodniczący: Otwieram zebranie poświęcone planecie X. Problem dotyczy tubylców z poziomu „dozorowanego przy minimalnej ingerencji”. Misja nadzorująca planetę prosi o zwiększenie uprawnień do ingerencji i dlatego wezwała Kontrolera. Jako wstęp do dyskusji proponuję krótkie sprawozdanie Kontrolera.

Kontroler: Planeta nadzorowana X nie sprawia poważniejszych kłopotów.

Do zdecydowanych pozytywów należy skierowanie aktywności intelektualnej tubylców w dość bezpiecznym kierunku. Przede wszystkim udało się ich przekonać, że podróże kosmiczne są nierealne, co spowodowało praktyczny zanik badań w tym kierunku. Mają jakąś władzę nad częścią promieniowania elektromagnetycznego i sporo obserwują, ale tylko w wąskich pasmach elektromagnetycznych. Tym samym nadzór przebiega dość niekłopotliwie. Wprawdzie od czasu do czasu tubylcy coś wykryją, ale z zasady nie ma z tym większych kłopotów. Bardziej kłopotliwe są ich wewnętrzne problemy. Przede wszystkim znajduje się tam kilka dużych jednostek politycznych zwanych państwami, będących we wzajemnej opozycji, oraz sto kilkadziesiąt mniejszych jednostek politycznych, mniej lub bardziej luźno związanych ze wspomnianymi dużymi państwami, czyli mocarstwami. Z zasady jednak te aglomeracje nie sprawiają nadmiernych kłopotów. Gorzej, że znaczna część planety jest opanowana przez bardzo niestabilne układy polityczne. Mówiąc bez eufemizmów, są albo pozbawione wszelkiej władzy, pozostając w permanentnym stanie wojny, albo znajdują się w reżimie uniemożliwiającym rozwój. Jednak to znowu margines i w zasadzie nie stanowi poważnego problemu. W sumie jedynym naprawdę istotnym problemem jest liczba ludności. Mówiąc bez eufemizmów, tubylcy mnożą się bez żadnych ograniczeń, przekraczając pojemność ekologiczną planety. Może to w krótkim czasie spowodować załamanie cywilizacji i dlatego było powodem wezwania Kontrolera. Zajmująca się planetą Rezydentura prosiła o skontrolowanie planety w celu sprawdzenia, czy udzielenie zgody na bardziej drastyczne działania jest uzasadnione. W wyniku badań Kontroler zgadza się, że takie działania byłyby uzasadnione, wnioskując do Komisji Nadzoru o rozpatrzenie wniosku Rezydentury.

Przewodniczący: Proszę o pytania do Kontrolera i Rezydenta.

Głos 1: Czy działania Rezydentury są finansowo ujemne, inaczej mówiąc, czy Rezydentura przynosi dochody?

Kontroler: Działalność Rezydentury jest finansowo dodatnia. Nie są to wielkie dochody, ale wyraźnie przekraczają wydatki. Dochody można by zwiększyć, ale rośnie wtedy ryzyko zauważenia przez tubylców działalności Rezydentury.

Głos 2: Czy wywołanie wojen między poszczególnymi państwami nie mogłoby rozwiązać problemów?

Rezydent: Nie. Kilkakrotne próby wskazały, że wojny na planecie X raczej zwiększają dzietność. Dodatkowo w chwili obecnej poważniejsza wojna mogłaby spowodować całkowity upadek cywilizacji. W ramach kierowania nauką tubylców na bezpieczne tory przypadkowo doszło do odkrycia niezwykle niebezpiecznych rodzajów broni. Broń ta wprawdzie znacznie zmniejsza populację, ale pozostawia skażenie środowiska, uniemożliwiając zamieszkanie terenów, gdzie została użyta. W praktyce wojna między głównymi państwami cofnęłaby rozwój nawet o kilkaset lat.

Głos 3: Jakie są możliwości połączenia odrębnych państw i stworzenia rządu planetarnego?

Rezydent: Niezłe. Wydaje się, że to się uda w ciągu kilkuset lat. Niestety to trudny proces, przebiegający z zasady przez bardzo krwawe wojny. Obecnie trzy największe struktury państwowe na planecie to wynik wojen. Niestety dominujący system polityczny na planecie to tzw. demokracja, czyli rządy obejmuje się w wyniku głosowania, w którym bierze udział większość mieszkańców. Nietrudno zauważyć, że w takim systemie największe szanse na rządy mają ci, co potrafią wzbudzić wrogość do sąsiadów. W praktyce każde zbliżenie państw niepoparte siłą i pieniądzem tego mocniejszego powoduje mocne tendencje odśrodkowe. Pokojowe połączenie państw, mimo sporych wysiłków rezydentury, napotyka na trudności, np. w tej chwili widać kryzys, jak się wydawało, bardzo udanego zbliżenia państw. Tym niemniej uważamy, że w dalszej perspektywie to się uda. Trzeba się jednak liczyć, że proces będzie długotrwały i często podlegający regresom.

Głos 4: Czy nie udaje się przekonać poszczególnych państw o konieczności zmniejszenia populacji?

Rezydent: Czasami tak. W szczególności bardzo udana operacja dotyczyła jednego z mocarstw. To największe, w praktyce pozbawione demokracji państwo. Nie było zbyt trudno przekonać rządzących, że zmniejszenie populacji jest korzystne. Niestety pozostałe duże państwa zależą od procedury głosowania i tam w praktyce próby ograniczenia ludności się nie udają.

Kontroler: Rezydentura, odpowiadając na pytania, nie ma okazji zwrócić uwagi na bardzo pozytywny fakt. Otóż liczba ludności bardzo szybko przestaje rosnąć, a nawet maleje w przypadku wzrostu zamożności, co z zasady zachodzi w rejonach o sprawnej administracji. Szybkie wzrosty ludności dotyczą głównie rejonów zacofanych i często objętych endemicznymi wojnami o niskiej intensywności. Ten fakt jest główną pozytywną cechą cywilizacji planety X.

Głos 5: Jakie są przyczyny utrudniające rozpowszechnienie zamożności?

Rezydent: Wielość państw i demokracja. Państwa są wzajemnie bardzo nieufne, a poszczególne frakcje w nich pobudzają tę nieufność. Ze względu na rozproszenie tych frakcji nie daje się uzgodnić podstawowych wspólnych interesów. Poszczególne frakcje są skłonne szkodzić sobie, byle inna frakcja nie zyskała. W typowej sytuacji każde straty są uważane za korzystne, jeżeli inni tracą więcej.

Kontroler: W sumie tubylcy z X nie mają zbyt sympatycznych charakterów!

Głos 6: Czy nie byłoby dobrym rozwiązaniem po prostu uświadomić im, jakie mają interesy?

Rezydent: Niestety, to kłopotliwe. W praktyce od pewnego czasu rozpowszechnia się na planecie niechęć do racjonalizmu. U znacznej części tubylców racjonalizm i nauka mają negatywną ocenę. Zupełnie nie zauważają, że wyższy standard życia jest związany z wiedzą. Potrafią zwalczać, i to aktywnie, nawet zapobieganie chorobom! Ostatnio ma to miejsce nawet w tych najbardziej cywilizowanych częściach planety. A pamiętajmy, że głosowanie dotyczy wszystkich i głos idioty ma taką samą wartość jak kogoś rozsądnego.

Głos 7: Czy Kontroler i Rezydentura uważają, że przesunięcie planety X z kategorii „dozorowanej” do „okupowanej” może być rozwiązaniem problemów?

Rezydent: Niestety nie. Ujawnienie dozoru i tym samym stworzenie sytuacji okupacji spowodowałoby masowy ruch oporu, czyli permanentny stan wojny o niskiej intensywności. Przeprowadzono kilka eksperymentów tego typu, wykorzystując jako okupanta bardziej rozwinięte państwa. Wyniki były co najmniej zniechęcające. Do tego przy względnej łatwości podróżowania w ramach planety stan wojny łatwo przenosi się na dotychczas bezpieczne rejony.

Głos 7: W takim razie co proponuje Rezydencja wraz z Kontrolerem? Rozumiem, że oba organy uzgodniły stanowisko.

Kontroler: Proponujemy, by Komisja Nadzoru zwiększyła uprawnienia rezydentury do działań mogących zostać zauważone przez tubylców, przy jednoczesnym zwiększeniu propagandy dotyczącej braku możliwości istnienia cywilizacji pozaplanetarnych, zwłaszcza przez rozwinięcie działań w zakresie astronomii i poszukiwania obcych cywilizacji. To ostatnie może wydawać się absurdalne, ale rozpowszechniająca się na planecie niechęć do nauki powoduje, że tego typu działania w powszechnym przekonaniu tubylców są bzdurne, a więc nie zyskują poparcia żadnych frakcji politycznych. Dlatego intensyfikacja tych działań ułatwi ukrycie ewentualnych rejestracji przez tubylców naszej działalności.

 


Opowiadanie ukazało się także drukiem w Uranii nr 4/2025


 

Konkurs literacki Uranii Nowe Dzienniki Gwiazdowe

Nowe Dzienniki Gwiazdowe