Przejdź do treści
Tym razem najpierw musiałem pojechać do gdańskiego Hewelianum rozstrzygać konkurs AstroCamera – wyniki i zdjęcia w przyszłym numerze. Oprócz coraz piękniejszych zdjęć konkursowych zadziwił mnie zakopany w wydmie przedmiot. Okazało się, że jest to lampa! Nie widziałem jej w akcji w nocy, ale można przypuszczać, że rzeczywiście oświetla ziemię, a nie niebo. A więc jednak można! Tym większy obciach dla większości iluminowanych jak galeria handlowa, polskich obserwatoriów!

Ekologia nocnego nieba, to niestety zaniedbany temat w Uranii. Zaniedbany, bo trudny, bo nie wystarczą mu łamy gazety, ale trzeba z nim wyjść do władz i społeczeństwa. Trzech wrocławskich kolegów nie doczekało się publikacji swojego artykułu o Izerach i wysłało go do innego miesięcznika. Gazety się nie pogryzły, co widać na zdjęciu z Astrofestiwalu w Kujawsko-Pomorskiem, a ja dalej myślę, jak przeprowadzić w tej sprawie kampanię społeczną opartą o całą serię materiałów. A tak na marginesie – więcej autorów się zapewne niepokoi – przyczyny opóźnienia w umieszczeniu ich w Uranii mogą być następujące: (i) materiał jest marny i redaktorzy w zasadzie muszą go napisać i zilustrować od nowa, domniemując „co miał autor na myśli”; (ii) materiał jest świetny, co wymaga od redaktora szczególnie starannego „opakowania” we wszelkiej maści odnośniki i inne imponderabilia, na co braknie czasu; (iii) materiał nie pasuje do bieżącego numeru ze względu na kryterium zróżnicowania tematyki i poziomu; (iv) materiał jest ważny społecznie i wymagałby ciągłej kontynuacji, a następnych testów niestety brak; (v) materiał ma charakter rocznicowy, więc jeśli nie zdążyliśmy na czas, wymaga nowego impulsu do publikacji; (vi) zapomnieliśmy (przeważnie ja zapomniałem) o jakimś nadesłanym temacie. Najlepiej jest więc wyczaić odpowiedni moment, kiedy mamy numer w jakichś ¾ złożony – wówczas każdy świeżo nadesłany materiał, który mieści się w profilu numeru, ma ogromną, naturalną przewagę nad tym głęboko zakopanym w redakcyjnej teczce. Kto czuje, że w tej teczce już tonie, proszę, będę wdzięczny za przypomnienie!

Finansowa sytuacja Uranii nie nastraja optymizmem. Ministerstwo konsekwentnie odmawia współfinansowania Uranii, tak jakby 29 września 2011 roku nie odbyło się spotkanie (formalnie w sprawie ESO) z Panią Wiceministrą prof. M. Ostrowską, podczas którego doszliśmy do porozumienia, że Urania może i powinna być wspomagana nie jako podlegające ścisłemu rankingowi naukowemu zadanie wydawnicze, ale jako „inna forma upowszechniania nauki”. Przez 2 lata, 2011 i 2012 w oparciu o te same kryteria z roku 2010, otrzymywaliśmy wsparcie – teraz nie! Zresztą Urania w miarę radzi sobie na rynku i na razie może zabraknąć nam środków na wydanie tylko ostatniego numeru w tym roku. Bez tego wsparcia nie możemy jednak liczyć na rozwój pisma, wzrost objętości, powstanie wersji elektronicznej etc. Co możemy w tej sytuacji zrobić? Możemy wydać numer 5/2013 na papierze gazetowym, dołączając zaadresowaną kopertę do ministry z prośbą o interwencję P.T. Czytelników. Możemy wydać numer podwójny 5-6/2013 albo wreszcie przejść całkowicie na pdf-y w Internecie. Kto będzie jednak chciał do takiego internetowego wydania cokolwiek napisać – nie wiem! Tę rolę dawno pełnią wszelkiej maści fora.

Całe szczęście, że istnieją jeszcze tacy czytelnicy jak Szymon Cyrwus z Nowego Targu. Znamy się od lat, bo okazjonalnie sprzedaje w Toruniu, Ciechocinku czy Inowrocławiu najpyszniejsze oscy…, sorki, najpyszniejsze pucoki w Unii Europejskiej. Dzięki kalendarzykowi w Uranii, w 3 minuty znalazł swoim teleskopem Merkurego, zadziwiony jak Galileusz jego sierpem. Z największą przyjemnością oprowadziłem Szymona po Obserwatorium w Piwnicach. To on i jemu podobni nadają naszej pracy charakter pełnionej misji.


Maciej Mikołajewski


Przejdź do spisu treści Uranii nr 4/2013