Przejdź do treści
40 lat temu byłem już doświadczonym uczestnikiem Olimpiady Astronomicznej, trzeci rok z rzędu docierając do finału. Uzyskane dwa lata wcześniej 20. i rok wcześniej 15. miejsce było dla mnie tak wielkim rozczarowaniem, że w ogóle nie chciałem w tej edycji startować. Do posłania rozwiązań zadań pierwszej serii namówili mnie poznani właśnie w Chorzowie i dużo wyżej klasyfikowani przyjaciele, Wojtek Zdrojewski i Krzysztof Woźniak. W 1971 r., po pierwszym wspólnym finale spotkaliśmy się na młodzieżowym obozie PTMA w Niepołomicach, gdzie założyliśmy Męski Klub Astronomiczny „Keledrub”, coś na wzór przyszłego Almukantaratu. Byliśmy zbyt smarkaci, żeby tę szlachetną ideę podtrzymać, a na dodatek przyjęliśmy do klubu… babę, więc musiał się rozlecieć. Krzysztof złożył mi propozycję nie do odrzucenia: – Jeśli nie wystartujesz, nie będę miał żadnej satysfakcji, gdy wygram. Więc wystartowałem i… wygrałem. Całe życie podejrzewałem w tym jakąś pomyłkę lub łut szczęścia, dopóki sam przed paru dniami nie znalazłem się w zaszczytnym gronie Komitetu Głównego Olimpiady. Gdy zobaczyłem staranność i pomysłowość w wymyślaniu i formułowaniu zadań oraz uczciwość i wysiłek włożony w poprawianie rozwiązań, jeszcze raz poczułem tamtą satysfakcję sprzed lat.

W tym samym roku 1973 rozpoczynał pracę w Śląskim Planetarium, od samego początku całym sercem oddany młodzieży, a całym rozumem — Olimpiadzie, Marek T. Szczepański. Najciekawszą opinię o roli Olimpiady Astronomicznej i Planetarium Śląskiego w naszym kraju, usłyszałem niedawno od Macieja Mazura, wieloletniego prezesa i członka honorowego PTMA, autora kultowego Atlasu Nieba, na którym uczyłem się astronomii. Odbudową polskich obserwatoriów po wojnie zajęło się kilku-kilkunastu ocalałych astronomów. To na Olimpiadzie Astronomicznej, zdaniem Mazura, wychowało się nowe, powojenne pokolenie polskich astronomów. Marek T. Szczepański przez 40 lat wśród tych „wychowawców” był jednym z liderów. Poświęcając swoje życie uzdolnionej młodzieży, już w latach siedemdziesiątych był inicjatorem, początkowo związanego z harcerstwem uczniowskiego ruchu naukowego. Z tego ruchu wyrosło potem Stowarzyszenie Klub Astronomiczny „Almukantarat”, którego jest założycielem i członkiem honorowym. Jako przewodniczący Jury Nagrody im. Włodzimierza Zonna za popularyzację wiedzy o Wszechświecie, po otrzymaniu wymaganych entuzjastycznych recenzji z radością podczas uroczystego otwarcia XXXVI Zjazdu Polskiego Towarzystwa Astronomicznego mogłem ogłosić naszą jednomyślną decyzję o przyznaniu Medalu Markowi.

Po raz drugi w historii Jury zaproponowało przyznanie dwóch „Medali Zonna” jak w skrócie nazywamy to najbardziej prestiżowe wyróżnienie za upowszechnianie astronomii. Po raz drugi Nagrodę przyznaliśmy pośmiertnie — poprzednio dotyczyło to wieloletniego Prezesa PTA, Profesora Roberta Głębockiego. Po raz drugi jedną z zasług Nagrodzonego była budowa społecznego, szkolnego obserwatorium, a także stworzenie w nim atrakcyjnego, ambitnego programu obserwacyjnego o aspiracjach naukowych i charyzmatyczna popularyzacja astronomii w swoim obserwatorium w Bukowcu, w łódzkim planetarium i w mediach. Tu również, ani Jury, ani żaden z recenzentów nie mieli najmniejszych wątpliwości co do słuszności kandydatury. Trudno sobie nawet wyobrazić, jakie byłyby zasługi i osiągnięcia Pawła R. Maksyma, gdyby na swoją działalność miał jeszcze 40 lat! Trudno było nie ulec wzruszeniu, kiedy Prezes PTA Bożena Czerny przekazywała przyznany Mu Medal na ręce Kasi Maksym, małżonki Pawła.

Maciej Mikołajewski





Przejdź do spisu treści "Uranii" nr 5/2013