Przejdź do treści

Rewers

Stek z warzywami

Źródło zdjęcia: Loija Nguyen / Unsplash
  

Rok 2023 został ogłoszony Rokiem Kopernika. Z tej okazji, w numerze 1/2023 czasopisma Urania - Postępy Astronomii ogłoszony został konkurs literacki pt. Fantasia Copernicana na teksty z dziedziny science-fiction w języku polskim, pisane prozą, inspirowane życiem Mikołaja Kopernika. 

 

Poniżej prezentujemy opowiadanie pt. „Rewers” autorstwa Andrzeja Gwizdałły:

 


 

Andrzej Gwizdałła

 

REWERS 

 

Transporter międzygalaktyczny Ziemskich Służb Wywiadowczych wyszedł z prędkości nadświetlnej w konstelacji Thoruna. W tym samym momencie, o ósmej trzydzieści czasu pokładowego, Kapitan Gresham wybudził się ze snu kriogenicznego. Kapsuła medyczna rozpoczęła proces przywracania astronaucie pełnej sprawności po trzymiesięcznej podróży z Układu słonecznego. Gdy w końcu Kapitan bez nadmiernego światłowstrętu otworzył oczy, systemy statku uznały go za zdolnego do przejęcia kontroli.

 

Gresham usiadł w fotelu i spojrzał w nieskończoną przestrzeń po drugiej stronie iluminatora, gdzie starał się dojrzeć coś niezwykłego. Coś, co było powodem, dla którego zdecydował się przemierzyć wszechświat. Coś, co przeczyło wszystkiemu, w co do tej pory wierzył.

 

Gdy raport dotarł na Ziemię, wielu uczonych i wojskowych podeszło do niego sceptycznie, a jego autorów uznano za podżegaczy i heretyków. Podważało to bowiem podstawy znane ludzkości od ponad ośmiuset lat. Sam Gresham był początkowy przeciwny tej misji, jednak ostatecznie sam zgłosił się na ochotnika. Nie było to przejawem męstwa ani odwagi, lecz kierowała nim czysta ciekawość oraz chęć zapisania się na kartach historii.

 

Statek powoli zbliżał się do małej planety, która nie mogła być większa od ziemskiego Księżyca. Jego cel. Według naukowców, którzy wylądowali tutaj jako pierwsi, posiadała swoją atmosferę, a jej powierzchnia składa się głównie z czystej wody ze sporymi dodatkami wapnia, magnezu i fosforu. Sprawiało to, że lodowa pokrywa była twarda i stanowiła wyzwanie dla prostych wierteł, które były dostępne na stacji.

 

Jednak to nie jej budowa była tutaj niezwykła, lecz jej układ, który zaburzał wszelkie prawa współczesnej astronomii. Postawiona przez raport teza, mówiła bowiem o małej planecie będącej centrum galaktyki. Centrum ściągającym do siebie gwiazdy, które w wyniku jej siły przyciągania zaczynały tworzyć orbity i krążyć wokół tej karłowatej planety. To, co obserwował w tej chwili, potwierdzało wszystko, co do tej pory wyczytał.

 

Gresham zbliżał się do atmosfery planety. Rozpoczął procedury lądowania.

 

– Stacja PA Dwa. Zgłoście się.

 

Nie otrzymał odpowiedzi. 

 

– Stacja PA Dwa. Tu Gresham. Potrzebuję koordynat bezpiecznego podejścia.

 

Z radia wydobył się lekki trzask, lecz odpowiedź ciągle nie nadchodziła. Powtórzył wezwanie kilkukrotnie. Bezskutecznie. Transportowiec znajdował się już bardzo blisko planety. 

 

–  Stacja PA Dwa. Odezwijcie się – w jego głosie pojawiała się nerwowość. Po jego skroni zaczęły ściekać powolnie kropelki potu. – Podajcie mi te cholerne koordynaty!

 

Radio ożyło. Głos wydobywający się z niego był nienaturalnie gruby i zniekształcony. 

 

– Witam kapitanie Gresham. Przesyłam koordynaty do zaprogramowania procedury lądowania. 

 

– To ty Nicholas? Co tam się u was dzieje? 

 

– Lądowisko numer dwa.

 

To był ostatni komunikat, który usłyszał. Po otrzymaniu ramki danych, wprowadził ją do komputera pokładowego, ustawiając kurs na wyznaczone lądowisko. Coś jednak nie dawało mu spokoju. 

 

Pomimo lat ewolucji, postępu technologicznego i rozwoju nauki, człowiek nie pozwolił wyplenić z siebie pewnej niezwykle ważnej cechy. Instynktu. Instynkt, który przez tysiące lat ratował ludzkie życie przed niebezpieczeństwem, przebudził się w głowie astronauty.

 

*******

 

Uspokoił się, gdy płozy statku zetknęły się z jasno oświetlonym lądowiskiem. 

 

– Stacja PA Dwa. Melduję udane lądowanie. 

 

– Bardzo się cieszę kapitanie. Od dawna cię oczekuję.

 

Greshama zdumiała ta odpowiedź. Nie tak powinna wyglądać treść meldunku zwrotnego. Doszedł jednak do wniosku, że cały czas kontaktował się z którymś z uczonych, który opornie uczył się wojskowych procedur.
Opuścił mostek, kierując się do śluzy. Przywdział szary kombinezon ochronny i wyszedł na zewnątrz. Grawitacja musiała być tutaj podobna do ziemskiej. Pewnie stawiał pierwsze kroki na nowo poznanej planecie. W zasadzie nie czuł żadnej różnicy pomiędzy poruszaniem się na planecie a sztuczną grawitacją wytwarzaną na transportowcu.

 

Z pokładu powłoka planety przypominała mu ciemny lód. Teraz gdy znalazł się na zewnątrz, jej barwa był zupełnie inna. Im dłużej się jej przypatrywał, tym coraz bardziej nie mógł się wyzbyć myśli, że przypomina mu odcień ludzkiej kości. Cała nizina, aż po odległy horyzont, była pokryta żółtawym lodem.

 

Ruszył długim mostem, oddzielającym lądowisko od stacji, w kierunku jej wejścia.

 

Gdy brama otworzyła się, wszedł do środka. Rozpoczęła się dezynfekcja skafandra. Rutynowa procedura. Przeszedł dalej do długiego białego pomieszczenia, gdzie rozebrał się z niewygodnego skafandra. Ku jego zdumieniu pomieszczenie było puste. Nie oczekiwał powitalnego przyjęcia, ale nikt nie przyszedł, aby choćby zaznajomić go z procedurami. 

 

– Kapitanie – Gresham podskoczył na niski głos, który nagle wydobył się z głośnika – Zapraszamy do środka. W jadalni czeka na pana posiłek. Proszę odpocząć po podróży. 

 

– Spałem trzy miesiące. Nie potrzebuje teraz odpoczynku, tylko informacji. 

 

– Zapraszam do środka. 

 

– Z kim ja w ogóle rozmawiam? Przedstaw się i podaj stopień.

 

Nie doczekał się odpowiedzi. Głód dawał mu się we znaki już od dłuższego czasu, więc postanowił zrobić tak, jak mu polecono. Cała sytuacja nie wydawała mu się jednak już tylko dziwna. Robiła się niepokojąca.

 

Jadalnię znalazł bez problemu. Widział wcześniej plany stacji. Rozległe pomieszczenie mieszczące kilka kompozytowych stołów i krzeseł z ogromnym oknem ukazującym jasną powierzchnię planety. Na jednym ze stołów czekał na niego talerz z parującym jeszcze posiłkiem. Zdawał sobie sprawę, że wołowina jest syntetyczna, jednak posiłek i tak smakował znakomicie.

 

Po jedzeniu poczuł ulgę. Nie był tu sam. Posiłek musiał przygotować człowiek. Nie rozumiał jednak, czemu przyjaciel, ani nikt inny z załogi nie przyszedł jeszcze go przywitać. 

 

Stanął przy szybie i spojrzał w kierunku horyzontu. Znad widnokręgu wyłaniała się gwiazda, która od razu przywodziła na myśl Słońce. Z jej prawej, na szaroniebieskim niebie, znajdowała się druga podobna gwiazda. Widok był niezwykły. Nierealny. Gresham nie pojmował tego, jak blisko siebie mogą się znaleźć dwie gwiazdy bez ingerowania w siebie. 

 

– Piękne, prawda? – odezwał się głos.

 

– Tak. Piękne – powiedział cicho, jakby nie chciał, aby ktoś usłyszał jego odpowiedź.

 

Odwrócił się nagle, poszukując wzrokiem właściciela głosu.  Nikogo tam jednak nie było.

 

Wybiegł na korytarz, ale nikogo tam nie zastał. Nie słyszał także kroków, aby ktoś uciekał, a te na pewno byłby głośne na syntetycznej podłodze. Właściciel głosu musiał się więc schować gdzieś blisko. Rozejrzał się po jadalni, jednak nie było tam żadnego miejsca, aby się schować. Również drzwi kuchni pozostawały nietknięte. Przeszukał okolice wsporników i krat wentylacyjnych nie zastając tam żywej duszy.

 

Stacja nie była duża. Był to w zasadzie duży transportowiec klasy omega z dodatkowymi modułami kotwiczącymi i lądowiskami dla małych statków. Wojskowy ruszył korytarzem, zaglądając do kolejnych pomieszczeń. Nie zastał nikogo.

 

Ostatnie pomieszczenie, laboratorium, otwierał z dużą dozą niepewności. Składało się ono z części badawczej i biura dowodzenia, będącego swoistym mózgiem całej stacji. Oprócz stanowisk badawczych, na których, ku zdziwieniu Greshama, nie było żadnych obiektów ani próbek, znajdowała się stacja monitorująca wszystkie pomieszczenia.

 

Gresham stanął przed monitorami i próbował dojrzeć jakikolwiek ruch na ciekłokrystalicznych ekranach. Bezskutecznie. Czas mijał, a z każdą minutą myśl, która jeszcze przed chwilą wydawała się irracjonalna, wnikała do jego świadomości, stawała się prawdą. Był tutaj sam.

 

Wrócił do kantyny. Usiadł przy stole, gdzie jeszcze niedawno spożywał posiłek. Zamyślony patrzył przez wielki iluminator na dwie gwiazdy, które oświetlały płaską powierzchnię planety. Nerwy zaczęły brać górę nad jego ciałem. Ścisnęło go w żołądku, a twarz zaczęła piec, jakby stał tuż koło otwartego ognia. Ukrył twarz w dłoniach i zaczął szukać wyjaśnienia.

 

Olśnienie. Nie jest sam. Ten głos, który towarzyszy mu od początku. Ktoś tu jest. 

 

Chyba, że to ułuda. Trzymiesięczna podróż w kapsule mogła spowodować skutki uboczne jak halucynacje. Nigdy wcześniej ich jednak nie doświadczył. Czy atmosfera lub siły działające na tej planecie mogły być źródłem omamów? 

 

– Czy ja oszalałem? – spytał sam siebie. 

 

– Nie oszalał pan, kapitanie. – dobiegł z głośnika zdeformowany głos, który nagle wydał mu się znajomy. 

 

– Nicholas, to ty? Gdzie jesteś?

 

Brak odpowiedzi.

 

– Gdzie są wszyscy? – ponowił pytanie.

 

– Umarli. Dawno temu. Wy ludzie macie wątłe ciała i krótkie życia.

 

– Nie żartuj sobie ze mnie, tylko pokaż się w końcu! – wykrzyknął Gresham w kierunku głośnika.

 

– Jest Pan pewny, kapitanie, że chce Pan mnie ujrzeć?

 

Gresham w końcu był pewien.

 

– Nicholas…

 

– On nie żyje, kapitanie. Zmarł wiele lat temu. – ciągnął głos. Gresham nie wyczuwał w nim żadnych emocji. Jakby rozmawiał z droidem, który naśladuje głos jego przyjaciela.

 

– Zaraz. Jesteś AI?

 

– Nie, kapitanie, żyję. Tak samo, jak ty.

 

– Czyli jednak oszalałem. Jesteś tylko moją halucynacją. Omamem, który w końcu dopada każdego podróżnika.

 

– Potrzebuje pan dowodu mojego istnienia? Proszę o wybaczenie, kapitanie. Zapomniałem, że ludzki gatunek nie uwierzy w coś, czego nie widzi. Proszę spojrzeć.

 

Gresham podniósł głowę i spojrzał przed siebie na rozległe pustkowie. I wówczas coś dojrzał. Wzdłuż horyzontu, pod lodem, zaczął przesuwać się cień. Tam, gdzie się pojawił, lód przestał odbijać gwiezdne światło. Gdy zbliżał się ku stacji, Gresham zaczął odczuwać niepokój. Wstał i zaczął się odsuwać od okna, jakby spod lodu miało się coś wynurzyć i go zaatakować. Cień jednak zniknął, a tafla lodu wróciła do poprzedniego stanu.

 

– Czym jesteś? – spytał wojskowy, wciąż z trwogą patrząc przez iluminator.

 

– Kim albo czym, opisuj mnie, jak chcesz, kapitanie. Długo na ciebie czekałem.

 

– O czym ty mówisz?

 

– Cieszę się, że powoli zaczynamy rozmowę. Jestem tym, co widzisz przed, za i pod sobą. Twoim nowym domem i przyjacielem.

 

Gresham zaśmiał się, lecz nie było w tym ani trochę wesołości. Był to śmiech szaleńca.

 

– Chcesz mi powiedzieć, że rozmawiam z planetą?

 

– Możesz nazwać mnie planetą. Chociaż jeśli dobrze rozumiem wasz język, nie jestem nią.

 

– Czym więc jesteś?

 

– Wszystkim i niczym. Widziałem początki wszechświatów i ich wielkie końce. Widziałem wypalające się gwiazdy i narodziny nowych. Istnieje, chociaż nie mam początku i nigdy nie zaznam końca.

 

– Jesteś Bogiem?

 

– Wy ludzie jesteście niesamowitym gatunkiem. Gdy tylko natkniecie się na coś, co przekracza wasze granice rozumowania, tłumaczycie to sobie religią. Jeśli zdarzy się coś, co wasza nauka nie jest w stanie opisać, tłumaczycie to sobie dotykiem boskiej ręki – ciągnął beznamiętnie głos – Tak. Spędziłem tu z Nicholasem wiele długich lat. Tęsknie za naszymi dysputami teologicznymi. Opowiedział mi o waszym Bogu i o waszym domu, który nazywał Ziemią.

 

–  Bo Ziemia to nasz dom!

 

– To był wasz dom.

 

Wtedy Gresham zrozumiał, chociaż nie chciał tego usłyszeć. Ta rozmowa stawał się absurdalna, nierealna. Coś w nim jednak zaczynało wierzyć w to, co słyszał. 

 

– Jak długo leciałem?

 

– Czas jest względny mój przyjacielu. Coś, co dla ciebie jest wiecznością, dla mnie może być chwilą. A czekałem długo. 

 

Myśli biegły w głowie astronauty, jednak próby wytłumaczenia sobie sytuacji, w jakiej się znalazł, nie miały sensu. Spoglądał na sięgający horyzontu ocean, gdy w końcu zdał sobie sprawę, czym tak naprawdę jest. Osłoną dla czegoś niezwykłego, co wybiegało daleko ponad ludzkie pojmowanie rzeczywistości. Czaszką dla wielkiego mózgu, który tworzył rzeczywistość dookoła siebie taką, jaką chciał.

 

– Świat, który zwykłeś nazywać domem, nie istnieje. Gwiazda, którą twój poprzednik zwał Słońcem zgasła. Nie ma drogi powrotnej.

 

– To niemożliwe! Musiałbym lecieć ponad cztery miliardy lat! Żadna znana nam technologia nie przetrwałaby takiego czasu. Kapsuła straciłaby kompresję po stu latach i doszłoby do implozji. Kłamiesz.

 

– Spójrz na te gwiazdy. W znanym wam ludziom świecie to one są środkiem układów planetarnych, razem tworząc galaktyki. Nicholas opowiadał mi o swoim imienniku, Koperniku. Pierwszym, który odkrył istotę układów ciał niebieskich. Nie mylił się. Jednak tutaj krążą wokół jednego punktu na mapie wszechświata. Dookoła nas. Potrafię manipulować materią, dzięki czemu potrafiłem wytworzyć odpowiednie warunki, abyś przetrwał na mojej orbicie tak długo, by ujrzeć coś, czego nie doświadczył żaden inny człowiek.

 

– Nie rozumiem – Gresham powoli poddawał się temu monologowi. Powoli zaczynał wierzyć, że to nie jest sen. – Dlaczego ja? Po co czekałeś tak długo na spotkanie ze mną? Nie musiałeś czekać, aż Ziemia zniknie. 

 

– Jak mówiłem, czas jest względny. Zagapiłem się. - powiedział głos. Nie było w tym jednak drwiny tylko czysta szczerość. 

 

– Dlaczego ja? – ponownie zadał pytanie. 

 

– Nicholas był idealnym rozmówcą, jednak z jakiegoś powodu nawet ja nie potrafię sprawić, że będziecie wieczni. Zdążył jednak opowiedzieć mi o tobie. Człowiek, który zwiedził kosmos, który miał wszystko, rzucił to w imię nauki. Został wyklęty przez bliskich i swój lud, by dociec prawdy. Uznałem, że miło będzie z tobą porozmawiać na osobności, przyjacielu.

 

Przez chwilę zapanowało milczenie. Gresham spojrzał na swoje dłonie, jakby chciał się upewnić, że wciąż je ma. Rozejrzał się wokół i po raz kolejny zaśmiał szaleńczo.

 

– Czemu ja z tobą rozmawiam? Przecież ty nie istniejesz!

 

– Kapitanie…

 

– Wynoś się z mojej głowy! – ryknął i ruszył długim korytarzem w kierunku śluzy.

 

Założył skafander, wyłączając zintegrowane z nim radio.

 

– Nie mogę ci pozwolić odlecieć kapitanie. Zbyt długo na ciebie czekałem – usłyszał ostatnie słowa, przed założeniem hełmu. Zignorował je.

 

Wyszedł na zewnątrz.

 

*******

 

Jądrowe ogniwa transportowca się obudziły. Transportowiec nie wymagał ich wymiany, więc Gresham od razu obrał kurs na Ziemię, by jak najszybciej uciec z tego koszmaru. Na wszelki wypadek wszystkie radia na statku zostały wygłuszone.

 

Nagle koordynaty zostały odrzucone przez system statku. Układ, będący celem podróży nie istniał. Koszmar zamieniał się w sen na jawie. Gresham nie był w stanie się obudzić.

 

Uruchomił sterowanie manualne. Ustawił dyszę statku pionowo by wzbić się w kierunku szaroniebieskiego nieba. Statek nie ruszył się nawet o centymetr. Kapitan słyszał pracę silników, których obroty gwałtownie wzrastały, jednak ciągle stali w miejscu.

 

Przez iluminator statku dojrzał cień, czekający na niego na zewnątrz. Nawoływał go. Zapraszał, a Gresham wiedział, że zaproszenie musi przyjąć. Poddał się.

 

Podszedł do śluzy. Przez moment przeszło mu przez myśl, by otworzyć drzwi zewnętrzne bez założonego hełmu. To coś, czymkolwiek było, najprawdopodobniej nie pozwoliłoby mu jednak na tak desperacki krok. Założył wszystkie zabezpieczenia i opuścił statek, by dotrzeć do wejścia na stację.

 

Niebo wypełniło się teraz czerwonymi i pomarańczowymi barwami, gdy trzy gwiazdy chowały się jednocześnie za horyzontem. Obserwując ten niezwykły pokaz, astronauta usiadł na schodach prowadzących do drzwi zewnętrznych stacji.

 

– A więc porozmawiajmy... przyjacielu – powiedział Gresham, włączając odbiornik w skafandrze.

 

K O N I E C

 

Główną inspiracją dla powstania tego opowiadania było najsłynniejsze odkrycie Mikołaja Kopernika, czyli heliocentryczny układ planetarny opisany w dziele jego autorstwa pod tytułem „O obrotach sfer niebieskich”. W tekście zawarto także wiele odniesień do innych wydarzeń i elementów z życia polskiego astronoma jak na przykład nazwy powiązanych z nim miejscowości, inne odkrycia czy nawiązanie do jego obecności w życiu Kościoła. Wpływ na powstanie tego opowiadania, miała także powieść Stanisława Lema pt. „Solaris”.
 


 

Konkurs literacki Uranii Nowe Dzienniki Gwiazdowe

Nowe Dzienniki Gwiazdowe

 

Jesteś fanem fantastyki naukowej? A może próbujesz sił w pisaniu literatury science-fiction? Zapraszamy do przysyłania prac na konkurs literacki Uranii Nowe Dzienniki Gwiazdowe.

 

Aby dowiedzieć się więcej o konkursie Nowe Dzienniki Gwiazdowe, wejdź tutaj.