Przejdź do treści

Collegium Advena

Witraż z astronomicznymi wzorami

Źródło zdjęcia: aisvri / Unsplash
 

Rok 2023 został ogłoszony Rokiem Kopernika. Z tej okazji, w numerze 1/2023 czasopisma Urania - Postępy Astronomii ogłoszony został konkurs literacki pt. Fantasia Copernicana na teksty z dziedziny science-fiction w języku polskim, pisane prozą, inspirowane życiem Mikołaja Kopernika. 

 

Poniżej prezentujemy opowiadanie pt. „Collegium Advena” autorstwa Wojciecha Sikorskiego:

 


 

Wojciech Sikorski

 

COLLEGIUM ADVENA

 

 

Słońce znikało z wolna za horyzontem, gdy Mikołaj wespół z Bernardem weszli do przydzielonej im przez rektora padewskiego uniwersytetu auli. Okna przysłonięte ciężkimi kotarami zdawały się stanowić szczelną barierę, oddzielającą salę od świata zewnętrznego. Pomieszczenie spowijał mrok, z którym walczyło jedynie kilka lamp oliwnych ustawionych na stolikach. Zaraz po wejściu, do uszu Kopernika dotarły strzępy ożywionej dyskusji.  

 

– Czyli twierdzisz, że ogień to najsilniejszy z żywiołów? – zapytał przysuwający się do środka stolika jegomość.  

 

– Byłbym gotów zaryzykować taki pogląd zacny Johannie. To niepohamowany i majestatyczny twór. Jego nieprzewidywalna moc, burzliwy charakter… Wszystko to sprawia, że jest symbolem namiętności i siły, której nie sposób zatrzymać. Sam słyszałeś, jak łatwo płomienie poradziły sobie z Konstantynopolem. 

 

–  Och Theo, a nie sądzisz, że woda może ogień ugasić albo że ziemia go stłamsi?  

 

Choć rozmowa zaciekawiła Mikołaja, uznał, że nie pora na zaprzątanie umysłu alchemicznymi zagwozdkami. Pragnął czym prędzej rozpocząć spotkanie. Nie miał zamiaru nadużywać gościnności uniwersytetu. Stanął na wyniesionym o kilkadziesiąt centymetrów drewnianym podeście. Skrzypienie desek przerwało raptownie wszystkie dyskusje i skupiło spojrzenia obecnych na wyrastającym prelegencie.  

 

– Drodzy koledzy. Niech będzie mi wolno wyrazić słowa najgłębszej wdzięczności za wasze stawiennictwo. Rad jestem, acz i zdumiony, ujrzawszy niemal wszystkich zaproszonych. Nie widzę jednak poczciwego Leonarda… 

 

– Wszak przyjaciel nasz zmarł tydzień temu. Czyżbyś nie wiedział? – odparł zaskoczony Thomas More. 

 

– Nie przyjacielu. To wielka strata, zwłaszcza w obliczu tego, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. – Oblicze Kopernika skryło się pod maską żalu. Po chwili jednak kontynuował. – Wielu spośród was jest mi znana osobiście, jednak zdaję sobie sprawę, że niewielu rozpoznaje mojego towarzysza. Z łaski Bożej, pozwólcie mi przedstawić wam Bernarda Wapowskiego. Jest to człowiek oddany nauce, równie jak Bogu. To z jego pobudek zgromadziliśmy się dzisiaj w tym miejscu. 

 

– Czy możemy przejść do sedna? Twe oblicze drogi Mikołaju raduje me serce, jednak po co nas tu wezwałeś? – Z narastającą niecierpliwością w głosie wtrącił się starszy mężczyzna w rogu sali. 

 

– Georgu, z radością, ale i niewypowiedzianą trwogą opowiemy w czym rzecz – odpowiedział Kopernik, przechadzając się po wygrywającym dysharmonijną melodię parkiecie. – Domyślam się, że tak znamienity obserwator nieba, będzie niemało zainteresowany. Bernardzie? 

 

– Mikołaju, może lepiej ty poprowadź rozprawę? Znasz zebranych lepiej. Ciebie posłuchają.  

 

Mikołaj skinął głową, po czym odwrócił się ponownie do zebranych.  

 

– Znacie mnie, niektórzy wiedzą nad czym pracuję, część z was zgadza się z tym, inni nie. – W tym momencie spojrzenie Mikołaja spoczęło na Paracelsusie. – Bez względu na to, czy postrzegacie mnie jako myśliciela czy szarlatana, to co dzisiaj przekażemy wydaje się być niezwykle istotne dla przyszłości nas wszystkich.  

 

Z głębi sali dobiegł głośny odgłos westchnięcia, wyrażający zniecierpliwienie.  

 

– Wybacz Pedro, jednak niełatwo przechodzą przez usta słowa, którymi mam zamiar was zaraz obdarować.  

 

Ciruelo przetarł dłonią twarz, po czym skinął głową na znak, że przyjmuje takie tłumaczenie.  

 

– Obecny tu mój przyjaciel Bernard, od wielu lat obserwuje niebo, kładąc nacisk na zdarzenia niecodzienne. Mowa tu głównie o obiektach, z których kilka udało mu się opisać. Cyklicznie pojawiające się na nocnym nieboskłonie. Biegnące zawsze po tych samych trajektoriach.  

 

– Mowa o planetach? – zapytał siedzący z przodu Johann Stoffler. 

 

– Nie, a przynajmniej nie tych, które uznalibyśmy za już znane. Niemniej, to na pewno nie planety. Twory te są jasne, z długą poświatą niczym ogon ciągnięty za sobą.  

 

– Dobrze wiem o czym prawisz drogi Mikołaju – wtrącił się drugi członek niemieckiej delegacji, Johann Schoner. – Już w starożytności opisywał je Arystoteles, choć w „Meteorologice” określał je jako zjawiska atmosferyczne. Dziś wiemy, że jest inaczej.  

 

– Tak, też o tym czytałem – wsparł swego rozmówcę Kopernik. – Rozważaliśmy, że to jeden z obiektów obiegających planetę i ginących na długie lata. Jednak charakterystyki obu tworów nie do końca się pokrywały.  

 

– A skąd ta pewność? – Do rozmowy włączył się starszy mężczyzna, do tej pory obserwujący jedynie wszystkich zebranych.  

 

– Wynika to z faktu, zmiennych trajektorii. Jednak zmiany te zachodzą na krótkich odcinkach. Dzieje się to nagle. Poza tym prędkość ciał też nie jest jednostajna. Nie jest nawet zmienna liniowo. Przyspieszenia i zwalnianie następują losowo, jednak bardzo dynamicznie. Studiowaliśmy ten problem przez wiele lat. Czerpaliśmy wiedzę nawet ze staroarabskich manuskryptów.  

 

– Czy wiadomo co może mieć wpływ na takie zachowanie się obiektu? – dociekał najstarszy z zebranych. 

 

– Pawle, nic nie wiadomo. Prawdę mówiąc, liczyłem na to, że obserwowałeś podobne zdarzenia w Middelburgu. Jedno co jest pewne, to fakt, że obiekt ten obserwujemy od blisko 12 lat i jak dotąd widzieliśmy go pięć razy. Pojawia się co równe dwa lata.  

 

– Co to ma niby znaczyć? – Głos zabrał Jakub Latomus. 

 

– Obiekt ten nie jest czysto naturalny. Coś, jakaś siła, nie wiemy jaka, musi być związana z tym, że się porusza.  

 

– Bluźnierstwo! Śmiesz mówić tutaj o jakiejkolwiek wierze? Uważaj człowieku na to co wychodzi z twoich ust, gdyż już za mniejsze przewinienia chłostano i palono. – Słowa trafiały prelegenta równie celnie i dotkliwie, co smagania bata. 

 

– Dlatego właśnie postanowiliśmy uruchomić Royal Mail, Staatspost, Reichspost i inne organizacje, by wszystkich was tu zebrać i omówić problem. 

 

– Zaraz, zaraz. Wspomniałeś, że prowadzicie obserwacje już 12 lat i mówiłeś też o cyklu dwuletnim, prawda? – dopytywał Paweł z Middelburga. 

 

– Tak drogi kolego. Wiedziałem, że to właśnie ty zwrócisz na to uwagę. Obiekt powinien być widoczny na niebie dokładnie dzisiejszej nocy.  

 

– Chcesz powiedzieć, że będziemy w stanie go zobaczyć? – ciągnął z narastającym niedowierzaniem w głosie Paweł. 

 

– Dokładnie tak. Zanim to jednak nastąpi, chciałbym porozmawiać z wami o tym, co niosłoby ze sobą takie odkrycie.  

 

– Przecież sam jeszcze nie wiesz, co to jest ani czy właściwie coś widzieliście. – Johann Werner zamachnął się dłonią w geście oburzenia, trącając przy tym niewinny kamionkowy kubek. Naczynie z hukiem roztrzaskało się o podłogę.  

 

– Sugerujesz, że przez tyle lat karmiliśmy się mrzonkami i trwaliśmy w błędzie? Zaprawdę Johannie sądziłem, że pokładasz w naszą naukową pracę choć trochę wiary.  

 

Matematyk prychnął pod nosem, zwieszając jednocześnie głowę.  

 

– Znak od Najwyższego? – Do rozmowy włączył się coraz bardziej zaniepokojony Marcin Luther.  

 

Kopernik milczał głęboko zamyślony. Od stolika obok wstał Bernard. 

 

– Nie wiem bracie, jednak nie zakładałbym tak daleko idącego wniosku. 

 

– Jeśli to jest dla was zbytni wybieg, to co nim nie jest?  

 

– Sądzimy, że możemy mieć do czynienia z równymi nam, to znaczy z podobnymi, gdyż opanowanie sztuki podróżowania po firmamencie przerasta nasze możliwości – wytłumaczył pokrótce Mikołaj, zdając sobie sprawę, że słowa te rozpętają burzą.  

 

– Skandal! Jak możesz mówić, że ktoś czy coś tam jest i się nam przygląda.  

 

– Ja tylko postawiłem hipotezę, którą z chęcią z wami omówię – bronił się Kopernik. 

 

– Nie jest to do końca nieprawdopodobne. – Głos zabrał Erazm z Rotterdamu. – Wiem, że Leonardo opracował swego czasu koncepcję, jakoby człowiek był w stanie wzbić się w powietrze. Czemu zatem nie pójść o krok dalej? 

 

– Czy wy siebie słyszycie? Jak możecie coś takiego w ogóle wygadywać? Przecież za takie słowa mogliby was zabić. –  dodał od siebie Niccolo Machiavelli.  

 

– Dlatego jesteśmy zamknięci w tej sali i rozprawiamy w zaufanym gronie. – Kopernik zszedł z podestu i ruszył między stoliki.  

 

– Czy ty zacny Johannie, wierzyłeś jeszcze jakiś czas temu, że uda ci się sporządzić tak dokładne tablice astronomiczne.  

 

– Nie wiem. Wydaje mi się, że wiedziałem to od zawsze – odparł Werner. 

 

– Ale nie wiedziałeś, bo nie doszłoby do tego, gdyby nie studium „Almagesty” Ptolemeusza oraz wsparcie obecnego tu Stabiusa.  

 

– A czy ty drogi Collimitiusie, powiedziałbyś jakiś czas temu, że skonstruujesz równie dokładne przyrządy jak te, którymi miałem okazję już się posługiwać? 

 

Ten jedynie w milczeniu pokręcił głową.  

 

– Zatem dlaczego tak wielu z was jest przeciwnym temu, że gdzieś tam, w nieznanym są inni nam podobni?  

 

W sali dosłyszeć można było jedynie ciche pomrukiwanie dochodzące z okolic stolika, przy którym siedział Latomus. 

 

– Jeśli tylko rozprawiamy – zaczął nieśmiało Nicholas Kratzer – i nikt nie spali mnie za to na stosie, gdyż nikt więcej, poza nami tu zebranymi, się o tym nie dowie – przebiegł spojrzeniem po zebranych wokoło niego – to czy nie uważasz przyjacielu, że wywołałbyś przewrót nie tylko w nauce?  

 

– Z tym niestety musiałbym się zgodzić. – Paweł pokiwał głową, wstając jednocześnie od stolika. – Nie raz i nie dwa panikę pośród ludu zasiało zaćmienie słońca. Ba! Nawet sroga ulewa obfita w błyskawice może sprawić, że powietrze wypełnią przeróżne modły wznoszone do Boga. Jak sobie zatem to wyobrażasz drogi Mikołaju? 

 

– A co tu wyobrażać? – wtrącił się Paracelsus. – Nic nie odkryli i ośmielają się jeszcze wzywać nas na potajemne schadzki…Hańba! 

 

– Sądziłem, że mam do czynienia z prawdziwymi naukowcami, którzy mają otwarte umysły – wzruszył rękami Kopernik. 

 

– Przecież to obróci chrześcijaństwo w ruinę. Bracie, ty jako kanonik zdajesz sobie z tego przecież sprawę, prawda? – Z wibrującym w głosie niedowierzaniem odezwał się Latomus.  

 

– Nie trzeba być duchownym, by to wiedzieć – skwitował momentalnie Mikołaj, jednak zza jego pleców wyłonił się Bernard.  

 

– Oczywistym jest, że tak się właśnie stanie. Co więcej, runie każde szanowane obecnie wyznanie, nie tylko chrześcijaństwo.  

 

– Coś się skończy, by inne mogło się zacząć. Sądzę, że mnóstwo gawiedzi zacznie wychwalać tychże przybyszów jako ich nowe bóstwa – dodał skwapliwie Tannstetter, po czym wychylił do dna zawartość swego kubka.  

 

– Z drugiej strony czy upadek religii to aż tak wielki problem? Chrześcijaństwo to jedna z tych chorób, która trawi organizm wyznawców od setek lat. Nawracanie pogan, krucjaty, teraz inkwizycja… Osobiście odbieram w tym wypadku załamanie religii jako coś całkiem przydatnego. – Oczy wszystkich sięgnęły Machiavellego, który ponownie zajął miejsce przy stoliku.  

 

– Bez wątpienia starcia pomiędzy naukowcami a duchownymi przybrałyby na sile – skwitował Antonio Pigafetta. – Jednak z drugiej strony… 

 

– Ależ to wszystko to bujda wymyślona przez Kopernika i jego pomocnika. – Luther wstał i wskazał obu wymienionych. – Dobrze wiemy, nad czym pracuje obecnie tenże polski astronom. Czyż przytaczana tu teoria nie wesprze go w próbach obalenia geocentryzmu?  

 

– Panowie, nikogo do niczego nie zamierzam przekonywać. Jeśli ktoś czuje się urażony tym, co usłyszał, może w każdej chwili wyjść – odparł spokojnym tonem Kopernik.  

 

Po sali przebiegł cichy szmer, jednak nikt nie wstał od swego stolika.  

 

– Jednak z drugiej strony – ciągnął przerwaną myśl Pigafetta. – Spotkanie z obcą rasą, bo chyba tak należałoby ich określić, może okazać się wstrząsem dla nauki. Dotychczasowa wiedza zadrżałaby w posadach. Skoro oni – mówiąc to wskazał zamaszystym ruchem ręki sklepienie sali – są w stanie podróżować nie tylko w powietrzu, ale też między gwiazdami… – Na twarzy Antonia wymalowało się błogie podniecenie. – Bezcenna to wiedza, acz zakazana.  

 

– Co ci po tej wiedzy, skoro nie wiesz jakie zamiary mają przybysze – wtrącił krótko Erazm. – Bez wątpienia w życie każdego społeczeństwa wdarłby się chaos. Wiecie, co się dzieje z zaszczutymi zwierzętami, które nie widzą wyjścia z matni? To samo działoby się dookoła nas bez względu czy to brukowana droga wewnątrz miasta, czy leśny gościniec. 

 

– A ja widzę to zupełnie inaczej. – Zaskrzypiało odsuwane krzesło. Pedro Ciruelo skinął głową obecnym. – Sądzę, że ludzie pochowaliby się w norach i czekali, aż sytuacja ucichnie.  

 

– To chyba najlepsza metoda na przetrwanie w przypadku przewagi wroga, prawda? – dodał Stoffler.  

 

– Tak, bez wątpienia. Nikt nie wyściubiłby nawet paluszka. Życie przeniosłoby się pod ziemię, gdzie zdechlibyśmy w ciemności jak szczury – oznajmił Machiavelli wyjmując spod poły płaszcza drewnianą fajkę.  

 

– Wroga? – W głosie More’a rozbrzmiewało wyraźne zdziwienie. – Nie możemy od razu zakładać, że wszystko czego nie znamy jest nam wrogie. Jednak wyobraźcie sobie koniec wojen i zjednoczenie przeciwko wspólnemu wrogowi. 

 

– Próżne marzenia. – Do rozmowy wtrącił się Erazm. – Jeżeli faktycznie wróg przerastałby nas siłą, a tak zapewne by było, to możni rzuciliby się po ziemie ze zdwojoną siłą. Człowiek chce podbijać, zagarniać, mieć więcej, a skoro przychodzi ktoś, kto chce zabrać, to lepiej mieć więcej, by mieć z czego oddać. Uwierzcie mi, że kolonializm, jakiego wówczas byśmy doświadczyli, przerósłby nasze najśmielsze oczekiwania.  

 

– Czy walki by się nasiliły, trudno przewidzieć. Jednak bez wątpienia fundusze przekazywane na postęp techniczny oraz szkolenie zbrojnych… Tak, to napędziłoby przemysł – dodał Machiavelli, w skupieniu pocierając podbródek. – Nieodżałowany Leonardo i jego machiny wojenne. Mogliby zyskać znacznie na popularności.  

 

– Machiny wojenne? – zdziwił się More. 

 

– Nie widziałeś szkiców? Chyba nie byliście tak dobrymi przyjaciółmi, jak ci się wydawało Sir Thomasie. 

 

– Panowie, nie to jest tematem naszego spotkania. Proszę byście zechcieli uwierzyć w to, z czym was zapoznaliśmy. Za moment przejdziemy do obserwatorium, jednak zanim ktokolwiek opuści tę salę musimy uzgodnić wspólne stanowisko.  

 

– Niby w jakiej kwestii? – Zainteresował się Latomus. 

 

– Przez długi czas dyskutowałem z Bernardem, co należałoby zrobić, gdyby nasze przypuszczenia okazały się prawdą. Dzisiaj wy przeprowadziliście podobną dysputę i to bez naszej moderacji. Targają wami podobne odczucia, to zrozumiałe. Doszliśmy z obecnym tu mym przyjacielem do wniosku, że nie możemy objawić światu prawdy. To nie jest odpowiedni czas.  

 

Po sali przebiegł pogłos zdziwienia mieszanego z oburzeniem. 

 

– Zgadzam się z Mikołajem. – Tubalnym głosem oznajmił Paweł z Middelburga. – Ludzie nie są na to gotowi. Palimy na stosach książki, które wykraczają poza pojęcie niektórych jednostek. Co zatem stałoby się po ogłoszeniu takiej nowiny? Wymrze jeszcze mnóstwo pokoleń, zanim będziemy gotowi stawić czoła takim wieściom. Nikt z nas zatem nie może objawić światu cośmy tu usłyszeli, a jak mniemam, niedługo zobaczymy. Uczynicie to również dla waszego dobra.  

 

– Czy zatem mamy porozumienie? – Kopernik wysunął się na skraj katedry, by przyjrzeć się uważnie wszystkim zebranym.  

 

*** 

 

Nigdy więcej podobne kolegium nie zasiadło w jednej sali. Brak jest jakichkolwiek wzmianek na temat tego, co zebrani ujrzeli w obserwatorium. Niemiej jednak, w nielicznych pracach kilku z obecnych wówczas myślicieli, doszukać można się wzmianek o cywilizacji, której bez wątpienia nie da się przyrównać do żadnej z nam znanych. 

 

K O N I E C

 

Inspiracja: Kopernik znany jest z tego, iż jego zainteresowania obejmowały wiele dziedzin nauki. Korespondował z licznymi myślicielami jego czasów, toteż w przypadku niezwykle istotnej sprawy (o której mowa w tekście), bez wątpienia doszłoby do spotkania wszystkich uczonych w jednym miejscu. Miejscem do tego niezwykle pasującym jest Padwa – Uniwersytet, w którym Mikołaj kształcił się głównie w zakresie prawa, jednak interesował się tu również matematyką, astronomią i medycyną. To tutaj poznał osobiście wielu z uczonych swej epoki. Uczelnia ta znajduje się także w dogodnej odległości dla poszczególnych wymienionych naukowców. W tekście pojawiają się też wzmianki odnośnie tego, jak poszczególni myśliciele nastawieni byli do przejścia z geocentryzmu na heliocentryzm.  

 


 

Konkurs literacki Uranii Nowe Dzienniki Gwiazdowe

Nowe Dzienniki Gwiazdowe

 

Jesteś fanem fantastyki naukowej? A może próbujesz sił w pisaniu literatury science-fiction? Zapraszamy do przysyłania prac na konkurs literacki Uranii Nowe Dzienniki Gwiazdowe.

 

Aby dowiedzieć się więcej o konkursie Nowe Dzienniki Gwiazdowe, wejdź tutaj.